Skocz do zawartości

mligiera

Użytkownicy
  • Zawartość

    6
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez mligiera

  1. Pora na przygodę z ostatnim rozdziałem kursu lutowania. Tak jak podczas całości mojej nauki, zanim odpaliłem stację sięgnąłem po płytkę stykową. Zresztą czytając wątek widzę, że to dość popularny pomysł- nie dziwię się, niesamowicie rozwija! Nie przeczę, lekko się przeraziłem widząc schemat. Niemniej krok po kroku zabrałem się za jego rozgryzanie. Połapanie się, która nóżka NE555 jest która było karkołomne. Schemat niewiele tutaj pomaga- nie odzwierciedla bowiem rzeczywistego rozstawienia pinów. Oczywiście sprawdziłem notę katalogową układu, ale zupełnie mi to nie pasowało do ścieżek na PCB. Problematyczny był pin 8, którego położenia w dedykowanym mu miejscu na płytce nijak nie mogłem zrozumieć. Ścieżka od bieguna dodatniego łączy się z pinem 4 (co się zgadza), ale do ósmego jej daleko... Zastanawiałem się, czy może posiadam jakąś czarodziejską wersję NE555 z wyprowadzeniami w lustrzanym odbiciu. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałem się, że przeoczyłem zworkę, która łączy ścieżkę od bieguna dodatniego z tą, która prowadzi do kondensatorów C1 i C2. Na schemacie również nie było to dla mnie tak wyraźne, gdyż ta część układu nie jest połączona łopatologiczną linią z pinem 8 na rysunku (oczywiście nie musi być, no ale moje umiejętności czytania schematów na razie są jakie są). Teraz wszystko grało. Nie wiedząc, jak wszystko ułoży się na płytce i ile zajmie miejsca zdecydowałem się na samym środku wpiąć układ scalony i budować od niego na zewnątrz, pin po pinie. Pomagałem sobie schematem ideowym i datasheetem NE555, w niepewnych momentach po prostu patrzyłem pod światło na PCB i analizowałem przebieg ścieżek. Staranność się opłaciła- całość zadziałała za pierwszym podłączeniem (zdj. 1 i 2). Szczerze, to właściwie nadal nie mam bladego pojęcia jak to urządzonko działa, ale będę to sobie analizował na spokojnie jak kiedyś przysiądę do drugiej części kursu elektroniki. Dopiero teraz przesiadłem się do stanowiska lutowniczego. Lutowanie idzie mi coraz sprawniej. Zaliczyłem tylko jedną gafę, mianowicie kondensator C1 zamontowałem w miejsce C4- zorientowałem się przed uruchomieniem układu, więc katastrofy nie było. Cóż, trochę praktyki z plecionką nie zaszkodzi. Luty tradycyjnie publikuję na zdjęciu, także jeżeli są błędy to proszę, zwróćcie mi uwagę (zdj. 3). Wszystko zadziałało "od strzała" (zdj. 4). Na zdjęciach oczywiście nie widać, jak miga - musicie mi wierzyć na słowo Tym sposobem ukończyłem całość kursu (zdj. 5). Satysfakcja z konstruowania własnych układów niemal od zera jest nie do opisania. Miło się patrzy na porównanie lutów, które wykonałem na pierwszej płytce z tymi, które robiłem teraz. Progres jest bardzo wyraźny i niezwykle cieszy. Czuję jednak niedosyt- bardzo chętnie poparzyłbym sobie palce jeszcze przy kilku układach Gdzieś na Forbocie przeczytałem o planowanej drugiej części kursu lutowania. Piszę się obydwoma rękami @Treker, raz jeszcze serdeczne dzięki za ten kurs i gratuluję zasłużonej popularności, jaką się cieszy!
  2. Wracam do nauki z Forbotowym kursem lutowania. Standardowo chwilę popracowałem nad montażem układu na płytce stykowej (zdj. 1). Tranzystory nie są tak "oczywistym" elementem jak rezystory czy kondensatory i musiałem się chwilę zastanowić, by wpiąć je poprawnie. W ogóle czuję, że dobrze mi zrobi, jeśli przeskoczę do kursu elektroniki i dłużej przysiądę nad zrozumieniem ich działania. Nie czuję się jeszcze pewnie w tej dziedzinie, a nie chcę jej potraktować po macoszemu. Lutowanie nie sprawiło dużo problemów- elementów jest mniej w porównaniu do poprzednich układów. Miałem kilka dni przerwy w ćwiczeniach, więc odrobinę wyszedłem z wprawy i nie wszystkie połączenia mogły wyjść idealnie. Także proszę o uwagi, jeżeli gdzieś narobiłem błędów (zdj. 2). Układ zadziałał poprawnie przy pierwszej próbie uruchomienia (zdj. 3). Pozwoliłem sobie ponownie odrobinę zmodyfikować układ i zastosować dwie różne diody: zieloną i czerwoną. To chyba odbiło się na działaniu układu, gdyż zaświecenie zielonej diody nie powoduje całkowitego zgaszenia czerwonej i vice versa, choć w mniejszym stopniu (zdj. 4). Ciekawi mnie, dlaczego tak się dzieje i jak to skorygować- może pomogłoby zwiększenie rezystancji na czerwonej diodzie?
  3. Po doszlifowaniu drugiego ćwiczenia i poprawie połączeń zaznaczonych przez @Treker zabrałem się za trzeci zestaw. Tak jak poprzednio, wcześniej ułożyłem sobie całość na płytce stykowej. Wygląda to trochę inaczej niż u @c0rd3k (nie podglądałem, chciałem sobie poradzić bez podpowiedzi), ale finalnie działa. Zgodnie z zaleceniami skoncentrowałem się na tym, by nie przesadzać z ilością cyny na lutach. O ile w przypadku rezystorów i kondensatorów poszło mi od strzała i chyba wszystkie są OK (poprzednie ćwiczenie robi w tej materii solidną robotę), o tyle połączenia z grubszymi nóżkami były problematyczne- część odessałem i poprawiłem od razu, część nadal jest średniej jakości. Dając minimalną ilość cyny nie pokrywałem całego pola lutowniczego (na zdjęciu widać, że wkradł mi się taki błąd przy środkowym kondensatorze; zauważyłem dopiero w powiększeniu), a więc uciekałem z błędu w błąd. Wciąż zatem muszę popracować nad "złotym środkiem". Luty przy złączu ARK wyszły paskudnie; w wolnej chwili zrobię je od nowa. Tradycyjnie chętnie przygarnę każdą cenną uwagę. Pozdrawiam!
  4. Mojej przygody z Forbotowym kursem lutowania ciąg dalszy. Chcąc wycisnąć z projektu tyle wiedzy ile się da, zgodnie z propozycją Trekera sporządziłem dokładne obliczenia rezystancji każdej diody (zdj. 1). Ponadto, w ramach dodatkowego ćwiecznia złożyłem sobie cały układ na płytkach stykowych (zdj. 2)- polecam takie rozwiązanie wszystkim, którzy przy okazji uczą się elektroniki z Forbotem, bo bardzo fajnie oswaja z breadboardem i uczy jego zrozumienia. Sprawdziłem przy okazji, czy opory w obliczeniach zgadzają się z wskazaniami multimetru- wszystko gra. Na zdjęciu 3 dla przykładu przedstawiam wynik pomiaru dla LED5 (1197 ohmów, co pięknie zgadza się z obliczonym 1,2k). Zgodnie z doświadczeniami innych forumowiczów i moimi przewidywaniami, przy tak mocnym oporze czwarta dioda ledwo dycha (zdj. 4). Możliwość przetestowania całego układu na płytkach stykowych ułatwiła mi również drobną personalizację projektu. I tak: zamieniłem 3 oporniki 1k dla czwartej diody na 100R, tak aby uzyskać opór rzędu 1300 ohmów. Dzięki temu dwie ostatnie diody świecą równie jasno. W dwóch miejscach, tam gdzie nie miało to znaczenia (połączenie równoległe) zamieniłem miejscami oporniki 100R z 1k- odrobina pedantyzmu z mojej strony. Użyłem też różnokolorowych diod. Ostatni raz sprawdziłem czy całość hula jak trzeba (zdj. 5) i zabrałem się do właściwej pracy. Szybko zauważyłem, że wolę jednak obcinać nóżki komponentów przed wlutowaniem ich w płytkę. Jest to bardziej czasochłonne i mniej wygodne, ale luty moim zdaniem wyglądają dużo schludniej. Nie paliło mi się, dlatego trzymałem się tego rozwiązania przez całe ćwiczenie (zdj. 6). Może jak kiedyś będę miał projekt z setkami elementów do wlutowania, to odpuszczę sobie cały ten perfekcjonizm Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, cały układ zadziałał bez zarzutu przy pierwszej próbie (zdj. 7, 8). Tradycyjnie bardzo proszę kogoś z grona ekspertów (zwłaszcza, jeżeli to możliwe, autora kursu: @Treker, będę serdecznie wdzięczny jak rzucisz okiem) o ocenę wykonania ćwiczenia i lutów (zdj. 9). Dziękuję z góry za poświęcony czas i doświadczenie.
  5. Witam wszystkich! Wreszcie znalazłem trochę czasu i zabrałem się do nauki przy użyciu Forbotowych zestawów otrzymanych w prezencie na Gwiazdkę Jestem na etapie uczenia się lutowania. Zdarzało mi się już wcześniej używać lutownicy, głównie do przewodów audio- jednak lutowanie na tych maleńkich płyteczkach (serio, na filmach wyglądały na większe ) to zupełnie inna bajka. Przygoda jest fascynująca; zakochałem się w temacie od pierwszego rozpuszczenia cyny na padzie, acz istotnie, łatwe dla nowicjusza to nie jest. Dzielę się swoim "mini-warsztatem", jak również efektami swojej pracy. Pady lutowałem w temperaturze 300 stopni Celcjusza, goldpiny początkowo również, ale szybko zauważyłem że dużo wygodniej się rozgrzewają przy 350 stopniach. Nie wiem, czy nie przegrzałem przez to części lutów. Największe problemy? Trudności w ocenie jakości lutu ze względu na ich wielkość. Po dwóch rzędach goldpinów musiałem zrobić chwilę przerwy, bo wszystko mieniło się w oczach. Są maleńkie! Lupa z "trzeciej ręki" była tu dość pomocna, aczkolwiek mniej wygodnie operowało się lutownicą- wadziła i ograniczała precyzję. Druga sprawa to nie mogłem odpędzić się od "ogonków" z cyny, które powstawały w momencie odsuwania lutownicy od pada. Wrażenie jest takie, jakby cyna magnetycznie przyciągała się do grota i nie potrafię ocenić, czy to wina temperatury, ilości cyny czy sposobu pracy. Dlatego też nie jestem stuprocentowo zadowolony z efektów- luty przedstawione na zdjęciach z kursu są o wiele ładniejsze, chociaż z pewnością autor ma na tym polu kolosalną ilość doświadczenia, więc trudno porównywać. Spróbuję później przeczyścić płytkę izopropanolem, jestem ciekaw czy nabierze wyglądu kiedy zmyję ślady topnika Bardzo serdecznie proszę kogoś z tutejszych ekspertów o ocenę, opinie i rady. Zdjęcia w powiększeniu dość dobrze oddają jakość wykonania ćwiczenia, dlatego jeżeli komuś będzie chciało się wskazać przykłady, które luty są dobre, które "takie se", a które wymagają bezwzględnej korekty będę niesamowicie wdzięczny. Pozdrawiam i przekazuję podziękowania dla autorów kursu i materiałów!
×
×
  • Utwórz nowe...