Skocz do zawartości

MKJB

Użytkownicy
  • Zawartość

    27
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

15 Dobra

O MKJB

  • Ranga
    3/10

Informacje

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. "S" było z grzeczności. Oboje lubimy poszerzać zakres zagadnień poruszanych na tutejszym Forum, odwołujemy się to różnych dziedzin nauki, nie tylko tych stricte technicznych. Widać, że Twoim konikiem jest psychologia... Znowu do ad remu. Z tego co mi wiadomo, dotychczas tylko raz podjęto próbę aby uwolnić wszystkie trzy osie od brutalnego, bezpośredniego, mechanicznego dozoru. Bowiem to jest faktyczna przyczyna slice'owania i innych ograniczeń. https://advances.sciencemag.org/content/3/12/eaao5496.full Pod koniec roku 2013, na łamach reprapforum.pl, przeprowadziłem żywiołowy trolling gdzie wyczerpująco opisałem taką metodę. Okazało się, że to był tylko początek długiej przygody, w której dane mi było uczestniczyć. Od tamtego czasu poczyniłem postępy, zbieram siły żeby je przedstawić.
  2. @ethanak Paradoksalnie gdy stwierdzasz, że moje wypowiedzi są przechwałkami, sam dokonujesz aktu przechwalenia Swoich kompetencji... Przyznaję, że mam trudności (wielkie! ) w komunikowaniu informacji, które dane mi było zauważyć. Zwyczajnie nie wiem jak się powinno robić takie rzeczy... Podjąłem jedną z prób - korzystam z gościnności tego Forum. Wbrew pozorom nie jestem w tym działaniu nastawiony jedynie na nadawanie, bo co bym wtedy skorzystał, tylko głównie na odbiór. Dlatego wszelkie wymiany myśli są dla mnie cenne. Dziękuję, że możemy rozmawiać. Jednocześnie proszę, żebyś dopuścił możliwość mojej dobrej woli, i że w tym moim (niewątpliwym) szaleństwie jest metoda, dobra metoda, która da szansę okazania dobrych owoców... A co do sprawy. Wszelkie próby mające na celu poprawienie warunków pracy drukarek 3d są chwalebne. Jednakże sama metoda zbudowana jest na fundamentach, które będą źródłem stałych i istotnych problemów. Jednym z nich jest owo przywiązanie do slice'owania... w takiej czy innej odmianie. Takie postępowanie zabija wytrzymałość.
  3. Długo by gadać dlaczego ale generalnie cały 3d print to ślepa uliczka. Niestety. Nigdy bym sobie nie pozwolił na używanie tak mocnych słów gdybym nie był ich w stanie udowodnić, z żalem w sercu potrafię to zrobić. Jednocześnie z wielką radością w tym samym sercu, mogę zaproponować alternatywę... A wracając do tematu - poniżej przypadki, o których wspomniałem: https://hackaday.com/2016/07/27/3d-printering-non-planar-layer-fdm/
  4. Kluczowa sprawa!!! I od lat temat tabu w 3d princie... To jest niezwykłe, i przerażające zarazem, jak wielka jest inercja w tej kwestii... Żyjemy od tysiącleci otoczeni prostopadłościennymi pudełkami i trudno nam się wyzwolić z tej matni... Ale! Od niedawna jest fusion 360. I tam jest opcja optymalizacji topologicznej... Niestety w wersji płatnej, ale to i tak jest chyba najtańsza i najlepsza opcja na dziś. Druga kwestia - trzeba zerwać raz na zawsze z polityką płaskich warstw. Kolejne przejazdy głowicy winny lecieć po kształcie, aby możliwie uhonorować przebiegi kierunków, w jakich przebiegają obciążenia. Są już na szczęście pierwsze jaskółki na ten temat...
  5. @Trenda Barwo! Właśnie o takie marudzenie mi chodziło!... Dziękuję. Opcja, którą przedstawiłeś to była ta, z której zrezygnowałem... Różniła się szczegółami ale co do zasady była podobna. Dlaczego z niej zrezygnowałem, pisałem już wcześniej. Cięgna, szczególnie w takiej laparoskopowej skali to mnóstwo problemów. Nawet na prostej kwestii można się wysypać - choćby zakotwiczenia, mocowania linek... Nawet taki szczegół generuje dodatkowe, spore koszty produkcyjne. W swoich dywagacjach kierowałem się prostotą, prymitywnością wręcz, bo to otwiera możliwości taniości produkcji, minimalizujemy ilość części etc. Tak czy inaczej, jeszcze raz przypominam, że zębatki i tak uważam za złe rozwiązanie. Chciałem jedynie kulturalnie, godnie pożeganać się z tym zębatym światem.... Sensowna przyszłość będzie miękka - elektroaktywne polimery, napędy/siłowniki jonowe itd. Energia dostarczona do układu winna się "ukinematyczniać" możliwie wprost w miejscu występowania potrzeby. To raz, dwa - należy dążyć do tworzenia układów dwukierunkowych, czyli zawsze akcja-reakcja. Dany siłownik ma być jednocześnie sensorem, sygnał ma latać w obie strony. Jeszce raz dziękuję za merytoryczne, konstruktorskie, zabranie głosu w sprawie! Zachęcam gorąco do kolejnych marudzeń!
  6. Dziękuję za uratowanie życia!… Dziękuję Moderatorowi i wszystkim innym miłośnikom trolli... Wracając do ad remu. Ostatecznie, po wielu burzliwych bojach, stanęło na tym, że ma być pompa. Ale ma być nad wyraz naturalna... Ja wcześniej nie miałem pojęcia jak nienaturalne a w zasadzie antynaturalne rzeczy robimy. Większość pomp, jak i większość znanych maszyn i urządzeń, jest oparta na idei kręcącej się osi, wału etc. W przyrodzie takie rozwiązanie (prawie) nigdy nie występuje. Kiedyś wrócę do tej sprawy bo zasługuje na osobny gruby trolling... Skoro sobie ubzdurałem, że niby wszystkie pompy są be, no to wypada wymyślić inną, taką nie be. No wypadałoby… Ale jakim cudem to zrobić? Fakty są nieubłagane – skoro istniejący stan wiedzy technicznej jest owocem działań setek pokoleń, i dało się wymyśleć tyle ile się dało, to trzeba być [i tu można sobie dopowiedzieć wedle uznania] żeby wierzyć, że można jeszcze coś wskórać. W dzisiejszych czasach wymyślić jakiś trochę inny rodzaj tranzystora, to może jeszcze rozumiem, ale pompę?! Niestety, moja beztroska ignorancja i opętańczy upór przymusiły mnie do dalszego poszukiwania rozwiązania. Uciekałem tak długo od wszystkiego co znane, że nie zauważyłem, że nagle znalazłem się na środku wielkiej, pustej krainy. W niej nic nie było. Chyba, że się o czymś pomyślało to wtedy to zaczęło być. Problem polega na tym, że trzeba mocno i czysto czegoś zachcieć. Ja chciałem pompy. Czyli właściwie czego? No w sumie to nie wiedziałem. Na szczęście mi się przypomniało, że mogę spytać serca. Spytałem i otrzymałem wiele zaskakujących informacji! Mianowicie, że serce pompuje krew. Nie wodę. A jak rzecze mądrość narodowa - krew nie woda. Krew to jest cud. Klasyfikowany bezdusznie jako płynna tkanka łączna. I jest to materia tak misterna, że nie wolno z nią nic robić. W sensie nie wolno się jej tykać najlepiej wogóle. Każde coś na jej drodze będzie wrogie a i ona będzie straszliwie wroga wobec każdego czegoś. Każde coś ma pole powierzchni, a trombocyty jak widzą polko powierzchni to się biorą i tam się pasą, przyrastają bez litości. A najbardziej lubią ciemne, niemrawe zaułki! Takie co to nic się tam nie dzieje, albo dzieje się zbyt mało, mniej niż gdzie indziej. W takich miejscach się melinują. Także co by nie robić, nie wolno im dawać okazji do melanżu… No więc generalnie z krwią nie wygrasz, nie możesz z nią walczyć. Jeszcze przed chwilą nie byłem w stanie wymyślić pompy dla zwykłej wody a teraz to już podwójnie niewymyślę dla krwi. Jak żyć?! Znowu nic nie wiem. Ale tym razem nie wiem jeszcze bardziej niż nie wiedziałem wcześniej. Ale czy aby na pewno? - spytał całkiem sensownie chochlikowy głosik. Skoro czegoś nie wiem to w sumie przynajmniej jedno wiem - że czegoś nie wiem. Ale! Ja nie wiem co mieć chcę. Za to całkiem dobrze wiem czego nie chcę!... No to po raz kolejny rozpocząłem recytować listę moich niechcesiów ale tym razem ze zrozumiem: 1. Nie chcę pompy, która pompuje jak inne znane pompy. 2. Nie chcę pompy, która cokolwiek złego robi krwi, ma ją pompować ale najlepiej jakby jej w ogóle nie było... To był ten moment, że naprawdę potrzebowałem pomocy, bo oddaliłem się już od wszystkiego co mogło dać jakąkolwiek nadzieję czy choćby ukojenie w tych cierpieniach… I taka pomoc nadeszła! Mianowicie, miałem to szczęście, że wśród wielu książek, które znajdowały się w moim domu, i które pałaszowałem zawzięcie od maleńkości, była niepozorna, malutka książeczka - „Algorytm wynalazku”. Tam było napisane, że jak się chce coś wymyślić, to wręcz trzeba sprowadzić dane zagadnienie wręcz do absurdu, nierozwikłanej sprzeczności. Bo to będzie trampoliną do odnalezienia upragnionego rozwiązania. Jakie miałem szczęście, że mi się to przypomniało! Czyli jak wpadnę w tak wielkie maliny jak teraz to w sumie dobrze, że w nie wpadłem?!... Tak. Tam później pisali, że trzeba powolutku, budować drogę ku rozwiązaniu. Ale od tyłu!!! My zawsze rozpoczynamy od nas. I dopada nas frustracja niemożności. A wystarczy zacząć od rozwiązania, kierując się ku nam… No to luz. Wsiadam do helikoptera, polecę ku rozwiązaniu i potem już jakoś wrócę... Rozwiązanie winno być idealne/zbliżone do ideału. Proszę bardzo - krew ma się poruszać, przepływać. I ma się to dziać z minimalnym użyciem jakichkolwiek środków. Nawiasem, to i tak ma się w taki właśnie sposób to stać, bo takie urządzenie musi być hiper super wydajne. Czyli musi zużywać najmniej energii jak tylko się da. I jeszcze jedno – ma być najtańsze jak tylko się da… Ojejej! Wraca stara panika. Ale nic to! Nie zważamy, siorbiemy smarki i brniemy dalej… Dla otuchy wracamy do tego co wiemy. A wiemy, że krew, którą mamy przepychać znajduje się w rurowatych obudowach – naczyniach krwionośnych. Acha, czyli mamy się podpiąć/wpiąć w takie coś. No to się nagle okazało całkiem sporo! No rychło w czas. Nareszcie zarysowaliśmy sobie jako taki kształt naszego urządzenia – będzie to coś, co przypomina naczynie krwionośne. [Uwaga! Ten temat jest przepotężny, będę walił gigantyczne skróty…]. No dobra, czyli jakaś tam rura. Jeśli rura to jaka średnica?… Żeby polecieć po łatwości, wybierzemy sobie jakąś możliwie dużą… Zresztą skoro jakimś cudem jednak wzbudzimy jakieś ciśnienie naszą pompą, to lepiej żeby to się zadziało w jakiejś grubszej, mocniejszej okolicy... Okazuje się, że grubość tych najgrubszych naczyń może być taka jak naszych palców. Dodatkowo, okazuje się też, że trochę trudno mówić o średnicy, bo naczynia krwionośne nie są bynajmniej okrągłe w przekroju… No ale ten smakołyk to na później! Jako tako znamy już średnicę, w której obrębie przyjdzie nam działać. A jaka długość?… Tu już na chłopski rozum – zależy czy się będziemy wpinać wprost w przebieg naczynia lub bajpasować, to załóżmy sobie, że długość mogłaby wynosić dwie-trzy średnice (zejdzie nam na samo mocowanie do ścian naczynia etc.). Tym o to bezczelnym sposobem wykoncypowaliśmy sobie wstępne gabaryty naszej pompy! Ciekawostka – dlaczego nie można tego było zrobić na samym początku?!... [*$%#&] Czyli mamy kawałek jakiejś tam rury. Brawo! Co dalej? Co możemy zrobić z samą taką rurą żeby wywołać przepływ płynu, który się w niej znajduje? Proste! Możemy ją ścisnąć. Niestety, efekt będzie nie do końca dobry. Bo krew poleci w dwie strony. No to trzeba wprowadzić zawory na wejściu i wyjściu, zastawkować. Działać to to będzie ale robimy sobie gigantyczne problemy. Ściskając rurę musimy za każdym razem dużą część energii poświęcić na przezwyciężenie sztywności materiału rury. Sporo tego! Z kolei dwie zastawki to dwa wielkie kusiciele problemów wszelakich i kosztów wszelakich również. Kusi rozwiązanie mniej złe – wywalamy zastawki ale zostawiamy gniecenie. Robimy pompę perystaltyczną czy nawet w porywach robaczkową… Znowu lipa. Zmuszamy się do zajmowania terenu poza rurą. Poza tym, te metody są cały czas nieekonomiczne energetycznie. Co gorsza, oprócz gniecenia samej rury, gnieciemy stale i rurę i krew w niej. Chwila! Jak to gnieciemy krew?!... Jej nie wolno gnieść! Racja. Nie możemy bić i miażdżyć krwi, bo w niej są jakieś czerwone krwinki, i inne cuda wianki, więc nie wolno tak robić i już. No to co dalej?… Skoro manewrowanie zewnętrzem, obudową, niesie tyle problemów to wejdźmy do środka i rozejrzyjmy się co tam można zdziałać… Czyli – rura, a w niej krew. Wchodzimy sobie zaczynając od minimum. Rysujemy sobie przekrój, i stawiamy gdzieś w środku kropeczkę. Co nam może zdziałać taka kropka?… Otóż całkiem wiele. Jakby rozpętała jakąś ostrą, dynamiczną imprezę, to na pewno by coś zdziałała. Ale z krwią zabaw hucznych urządzać nie wolno… Jeśli z pojedynczą kropką nie wyszło, to dostawmy kolejną... Czy teraz lepiej?… No może, może… To dostawmy sobie jeszcze kolejną… Taka jakaś kreseczka nam się zrobiła… I tu stop! Bo miała być delikatna zajaweczka a się zrobił brutalny spojler co już powiedział wszystko… Czuj Przepływ! P.S. Dziękuję za już. Dziękuję za gargantuiczną wyrozumiałość i cierpliwość. Wkrótce wrzucę wszystko jak leci... Chociaż to już nudna formalność bo znacie rozwiązanie. Zresztą zawsze je znaliście.
  7. Nareszcie! Dzięki za te słowa! Dopuszczaliście Panowie taką ewentualność, że takie wyzwanie może podjąć każdy z nas? Że hasło "sztuczne serce" może trafić pod strzechy forów internetowych?
  8. No więc za siedmioma górami, za siedmioma lasami, dopadło mnie razu pewnego to wyzwanie - sztuczne serce... Sparaliżowało mnie swym majestatem i absurdalnym, nieludzkim poziomem trudności. Długo tkwiłem w bezruchu. Jednak gdy tak obrastałem skorupą strachu zacząłem knuć wielki plan wyzwolenia się z tej nieznośnej niemożności... Lata mijały a ja kombinowałem drogi wyzwolenia... I nareszcie nastąpił przełom! Bo gdy tak się miotałem konwulsywnie, imałem się wszelkich środków. Wszelkich. Gdy wyczerpałem te oficjalnie uznane za sensowne zabrałem się za bezsensowne. Potem zauważyłem, że to jeden pierun i leciałem jak leci, byle ponawiać kolejne próby… Tym szaleńczym sposobem dotarłem do metody, w której uporczywie dociekałem znaczenia słów, które określały całe zagadnienie. Mianowicie - tytułowe "sztuczne serce"... czyli w sumie co dokładnie oznacza? To lecimy: Sztuczne - jeżeli coś jest sztuczne to nie jest naturalne. No wiadomix. No i co taki truizm może wnieść dla sprawy?! Ano może, to na przykład, że skoro mamy robić coś sztucznego, to nigdy nie będzie to naturalne. A to coś gdy jest naturalne to jest super. A jak jest sztuczne to już super nie jest. Czyli już na początku zakładamy, że zrobimy bubla… Trochę paranojka Serce – cud, nieskończone piękno. No dobrze, ale tak od prozaicznej, technicznej strony to czym jest?... Pompą jest... Dobrze, już lepiej, schodzimy na łatwiejszy grunt. A jak realizuje swą pompowność?… Niezwykle!... Jak to? Czyżby pompuje inaczej niż wszelkie inne pompy?... Tak. W sposób tak niezwykły, że już na wieki pozostanie wzorcem niezwykłości. Niestety dla naszej próżności, stety dla naszej żywotności. I teraz połączmy powyższe ustalenia. W zasadzie, to zadanie jakie sobie stawiamy, owe „sztuczne serce” to oksymoron, żeby nie powiedzieć sprzeczność. To jakim cudem będzie możliwa realizacja tak pokrętnego celu?! Zabrnęliśmy aż to takiej nieprzyjemnej konstatacji, ale co dalej? Pacjent dalej leży i czeka na rozwiązanie!… Leży i czeka a my właśnie przed chwilą spadliśmy z rowerka, na którym mieliśmy jechać tak wspaniale… Nic to! Bowiem, okazuje się, że popsuty rowerek powie nam gdzie szukać lepszego!… Kochani, od tego momentu polecimy już z górki. Skoro poprzedni tytuł zadania był niefortunny, to spróbujmy stworzyć taki, któremu fortuna będzie sprzyjać… Ustaliliśmy, że nienaturalność jest słaba. Musi być naturalność. Uwaga! Ależ oczywiście, nawet jak sobie twardo założymy, że robimy naturala, to w 100% naturalem nie będzie. No bo to my robimy. Ale! Damy sobie szansę, i przypilnujemy, żeby możliwie mocno zbliżyć się do takiego stanu. Ustaliliśmy również, że serce jest pompą. To teraz połączmy te lekko zmodyfikowane kropki… Wychodzi na to, że mamy zrobić pompę, ale taką fajną, możliwie naturalną. Prawdziwne serce zostawiamy w spokoju. Dodajemy mu tylko do towarzystwa taki jakby pomgacz w ciężkich chwilach… Wiadomo, Ameryki nie odkrywam! Chodzi jednakże o tryb w jaki to robię. Zauważcie proszę, że postanowiłem, że przeprowadzę tą akację możliwie naturalnymi metodami. Te, które są stosowane dotychczas są z zasady dalekie od naturalności. Mam nadzieję, że chociaż lekko się wytłumaczyłem… Jednocześnie zapewniam o woli kontynuowania szerzenia fermentu.
  9. Jak to? Wydawało mi się, że jakaś tam leciutka treść zaistniała, pokracznie bo pokracznie ale zawsze - że istnieje tanie rozwiązanie problemu niesprawnego serca. Ja bym się bardzo ucieszył gdybym kiedykolwiek na taką treść się natknął... No ale może faktycznie mam dziwny gust. W koszu też można i warto filozofować. Jak w beczce się dało to w koszu chyba też...
  10. Tak się starałem, żeby było dobrze a wyszło jak zwykle... Zacząłem tą całą pisaninę od refleksji co bym chciał dostać gdybym był po drugiej stronie, gdybym był odbiorcą takich cudacznych treści... No i najbardziej życzyłbym sobie oddechu - wszystko pięknie ładnie ale dej człowieku chwilkę pomyśleć... Kolejna kwestia - doprawdy nie wiem skąd się bierze przekonanie o słuszności paradygmatu mądrości-niemądrości w tego typu działaniach i jak to ustalać. Zauważyłem, że w całej sprawie istotny jest wynik, pacjent ma odżyć... Wszelkie inne kwestie moją mniejsze znaczenie lub zgoła żadnego. Owszem, w gniewie pozwoliłem sobie na epitet per "brzydkie", nazywając dotychczasowe rozwiązania. Dopowiem dlaczego się tego dopuściłem. Otóż brzydota vel uporczywe stronienie od piękna na gruncie technicznym implikuje brzydką i niewesołą sytuację rynkową. Zwyczajnie nie mogę ścierpieć idei tzw. drogiej medycyny. Leżę na ojomie - co mi z tego, że dostaję ofertę za miliony. Ja chcę jak najszybciej biegać, skakać po łące a nie latami na kolanach szorować po jakiś enefzetach czy innych fejsbuniach.
  11. Swój pomysł zaprezentuję tak czy inaczej. Ubzdurałem jednak sobie, że można by przy tej okazji narobić pomysłowego fermentu i dać szansę aby pojawiły inne, lepsze...
  12. @SOYER Bardzo dziękuję za miłe słowo! To ja doceniam docenienie... Tym bardziej, że nagryzmoliłem to w przedziwnym amoku, i mam bolesną świadomość, że wyszło tak sobie... Co to teatrów. Pozwolę sobie mieć inne zdanie. Z tego co piszesz, to logistyka dla Ciebie jest niezwykle prosta i krótka. Mianowicie idziesz do pokoju dzieciaków, rozdzielasz role, i odpalasz przedstawienie!... A i na biletach pewnikiem szłoby zarobić... Multi win!... Tak nawiasem, to "Igraszki z diabłem" to było Coś!... @ethanak Ale to działa trochę inaczej! Piłka jest w grze... Okazało się, że to boisko nie jest zupełnie ogrodzone, jest dostępne dla wszystkich... Każdy może przyjść i pograć... Właśnie do takiej wspólnej gry, jakże pięknej gry, zapraszam!...
  13. Drodzy! Zapraszam Was do niesamowitej przygody… Owa przygoda rozpoczęła się dla mnie pradawno temu, gdy pierwszy raz zobaczyłem poniższe zdjęcie: Byłem wtedy berbeciem, nie wiedziałem w pierwszym momencie o co chodzi. Zacząłem drążyć temat. Łatwo się go drążyło, bo w tamtym czasie wszyscy gadali o tym zdjęciu i o wydarzeniu, które to zdjęcie uwieczniło. Niestety, dysponowałem malusienieńkim rozumkiem, więc malusienieńko ogarniałem, ale drążyłem zawzięcie! I pewnego razu w telewizorze marki rubin zobaczyłem Pana ze zdjęcia ale już nie był w zdjęciu. Stał gdzieś indziej, inaczej był ubrany, zupełnie jak inni panowie, jednakże opowiadał rożne bardzo dziwne rzeczy, których zwykle nie opowiadają inni panowie. Tak czy inaczej, strasznie się ucieszyłem, bo nareszcie nadarzyła mi się wspaniała okazja – dowiem się w końcu o co chodziło z tym zdjęciem bo osobiście Pan ze zdjęcia może mi opowie co robił gdy ktoś to zdjęcie zrobił. Byłem zdumiony, że wcześniej tyle było zamieszania, bo całą sprawę Pan ze zdjęcia skwitował całkiem prosto – chodzi o to, że jak ktoś ma już umrzeć to można tak zakombinować, że jednak nie umrze… Zaintrygowało mnie to okrutnie, bo wcześniej nie wiedziałem, że tak się da. Znaczy się - tak wszyscy mówili – że się nie da. A tu się nagle okazało, że jak najbardziej się da… Straszliwie się wściekłem na tych co wcześniej gadali, że się nie da. Dziwiła mnie ta głupota. Po co kłamać, że się czegoś nie da jak się nie sprawdziło?! Wydawało mi się, że jak się już dowiedziałem o co chodziło z tym całym zdjęciem, to będę mógł spokojnie wrócić do swoich dotychczasowych berbeciowych obowiązków - żucia donaldów, nieodrabiania prac domowych, czytania książek w nocy przy słabym świetle... A guzik! Pan ze zdjęcia obudził we mnie drążeniową bestię. Zamachnął we mnie płachtą w kolorze medycznej zieleni… Generalnie temat chorowania i leczenia kojarzyłem tyle o ile. Wiedziałem, że jak ktoś jest lekko chory lub średnio, to się go leczy i potem jest zdrowy. No ale jak ktoś się rozchoruje bardziej lub bardzo to się umiera i tyle. W ówczesnym moim mniemaniu, jak się miało jakoś mocno popsute serce to spełniony był przypadek drugi. Pan ze zdjęcia powyższe mniemanie mi zmodyfikował. Podziwiałem, jak sprytnie to zrobił! W sumie to generalnych zasad nie ruszał, ot, jedynie poprzerzucał przypadki z wora „bardziej i bardzo” (no tego szybko grobowego) do milszego woreczka „lekko lub średnio” (tego w dalszej, dalekiej perspektywie grobowego). Przyznacie, że pyszny koncept! Jakże piękny w swej prostocie. Co wkrótce potem dokminiłem? Mianowicie, że mamy części obywalne, trudno obywalne i niezbywalne. Obywalne to na przykład włosy, palce, ręce, nogi, oczy, uszy, płuca – można się bez wielu lub jednego z nich obyć. Ogólnie to te rzeczy, których jest dużo lub występują chociaż podwójnie. Natomiast już trudno obywalne są części pojedyncze – na przykład serce. No właśnie - Pan ze zdjęcia sprawił, że serce takim być już może, bo wcześniej było w grupie niezbywalnych, wraz z mózgiem. Zaciekawiło mnie w tym wszystkim to, że te manewry są możliwe poprzez działania czysto techniczne. Jeśli się złamie i odpadnie nam włos to możemy go odnaleźć i przykleić. Jeśli go nie znajdziemy to możemy przykleić cudzy. Jeśli nikt nam nie odstąpi swojego, to możemy sobie przykleić kawałek nitki jeśli oczywiście znajdziemy w odpowiednim kolorze. Tak samo sprawy się mają z palcami, rękami i nogami. Naturalnie, trudność rośnie – wszak bardzo ciężko odszukać lub zrobić palec idealnie tego samego koloru jak nasz. No i serce – okazało się (hurra!), że z serduszkiem można przeprowadzić zupełnie podobny myk. Znowu – jeszcze trudniej będzie z kwestiami kolorystycznymi ale! ogólnie do ogarnięcia temat… Jak się należy domyślać nastąpiła kolejna drążarka z mojej strony - że jak niby robi się to sztuczne serce?! No bo sztuczną rękę to jeszcze rozumiem - jakieś wyginające się patyki... ale serce…Poszukałem trochę, pooglądałem. I byłem przerażony jak brzydkie są to machiny. Oczywiście, ratują życie, z szacunkiem należy się odnieść do ich Twórców. Ale Kochani! Domyślacie się zapewne, jak duże są potrzeby i jak wielkie jeszcze będą. A my wciąż nie mamy dość dobrych rozwiązań. Imaginujcie sobie! Gówniarz twardo postanawia, że należy zrobić porządne sztuczne serce bo te co są to są jednak do kitu. Pikanteria kolejna! Mija wiele lat. Okazuje się, że Pan ze zdjęcia miał rację. Można zrobić cokolwiek się postanowi, wystarczy, że się sprawdzi, że to jest do zrobienia… … Rozwiązanie, które wkrótce zaprezentuję, jest tak proste, że wciąż nie wiem jakim cudem wcześniej nikt na nie nie wpadł. Choć każdy je zna. Każdy. Mały, duży, gruby i chudy. Ale wcześniej mam do Was prośbę, mam marzenie… Chciałbym poznać Wasze pomysły! Chciałbym posłuchać Waszych sztucznych serc... Wzamian dam Wam do odsłuchania swoje...
×
×
  • Utwórz nowe...