Skocz do zawartości

MKJB

Użytkownicy
  • Zawartość

    42
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

28 Bardzo dobra

O MKJB

  • Ranga
    3/10

Informacje

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Jak to jest projekt na szybko to strach się bać jak wyglądają Twoje projekty na wolno... Audio jest skrajnie trudne bo każdy błąd, potknięcie, detal słychać... "w ogóle uniezależnić instrument od jakichkolwiek zewnętrznych aplikacji" - bardzo PRO podejście, tak trzymać!
  2. kolejne jaskółeczki https://www.nonplanar.xyz/
  3. Dzięki! Piękny, klasyczny przykład. Gość tylko ponaciskał statycznie. Cuda się dzieją jak się kręci/jedzie... Czuję w kościach, że optymalna geometria jest zbliżona do takich kół co dawniej po wsiach były na studniach... jak nimi się fajnie kręciło!... zawsze sobie wyobrażałem jakby się nimi gładko jeździło... było w nich coś takiego zamaszyście płynnie elastycznego... Może to też jest dodatkowo związane z wymykowym rozmieszczeniem środka ciężkości poszczególnych "esów"... Takie zjawisko potężnie się manifestuje w naszych szablach - kto choć raz zakręcił młyńca to wie jak niesamowite jest to uczucie - wyrywnego samoczynnego samoskrętu...
  4. @wn2001 odbiorcy - cała dzielna Służba Zdrowia... a konkretnie wczoraj odwiedziłem Ratowników... po wstępnych przymiarkach byli kontenci... Co do technikaliów - sprawa wygląda prosto: folia + dystans + gumka = przyłbica Folia Użyłem tzw. folii do bindowania o grubości 200 mikronów (ostatecznie 150 też może być...). To jest bodaj najlepszy, najekonomiczniejszy wybór zapewniający wysoką funkcjonalność. Dostajemy 100 przyciętych, gotowych do użycia kawałków przezroczystej folii – owszem, trzeba przyciąć rogi… ale to sama przyjemność! Dystans Dobrze żeby wynosił min. 25 mm. Może być też 30 mm. Czyli poszukujemy gąbki o takiej grubości. Początkowo eksperymentowałem z gąbką/pianką tapicerską, docinałem też gąbki do mycia naczyń… Ostatecznie wykorzystałem pięknie przycięte kawałki sprezentowane mi przez wspaniałą firmę Pureko, producenta materaców. Użycie trzech klocków zamiast jednego długiego odcinka, jest ekonomiczniejsze i umożliwia lepszą wentylację, cyrkulację wilgotnego powietrza… Typowa gąbka, o otwartych porach zapewnia dobrą ergonomię, dopasowanie i przeciwdziała odparzeniom, zranieniom podczas noszenia (to jest szalenie istotna kwestia!). Niestety, gdyby nawet pory były zamknięte czy częściowo zamknięte należy taki element konstrukcji uważać za nie nadający się do pełnej sterylizacji. Z tego względu takie przyłbice są raczej jednorazowe… Gumka Można wykorzystywać różne rodzaje, wedle możliwości zaopatrzeniowych. Taśmy elastyczne vel gumki od majtek też wydają się dobrym rozwiązaniem (min. 10 mm szerokości) jednak są znacznie droższą opcją. W tym przypadku również miałem szczęście bo zostałem obdarowany całym workiem pięknych, długich gumek przez miejscową księgarnię... Montaż powyższych podzespołów idzie gładko dzięki klejeniu na gorąco… Owszem, gumki są niesforne, stwarzają pewne problemy ale można poprosić kogoś do pomocy lub używać ciężkich kawałków metalu aby tymczasowo je przytrzymać podczas klejenia. Warto też zrobić wzornik aby pewnie trafiać z gąbką w środek folii – wystarczą trzy kreski na stole/blacie/płycie lub narysowane kontury gąbek… Różne kleje mają różne tempo wiązania/stygnięcia – w celu przyspieszenia tego procesu można miejsca pod folią wykleić kawałkami taśmy aluminiowej dla szybszego odprowadzenia ciepła… Gorący klej nakładamy na gąbkę, potem warto też dać większą kroplę kleju bezpośrednio na końcu gumki, która już leży na foli w odpowiednim miejscu. Gdy już mamy przytwierdzony jeden koniec gumki, wypada miękkim ołówkiem zaznaczyć sobie na niej w miarę równo przeciwległy środek, do drugiego klejenia. Ma to na celu równomierne napinanie oby odcinków gumki na głowie. Oczywiście o to się nie martwimy jeśli używamy krótszych gumek i spinać je będziemy po dwie, trzy sztuki… Hotglucenie wymaga wprawy, bo ciągną się dłuuugie nitki, które momentalnie łapią się do folii... Najłatwiej odrywać je delikatną pensetą. Folia bardzo mocno się elektryzuje, dlatego gotowe maski trzeba odkładać do w miarę czystych miejsc i pracować w rękawiczkach - również ze względów higienicznych. W szpitalu przyłbice są ozonowane przed użyciem.
  5. Kochani! Moja wariacja na temat (koszt <0,5PLN/sztuka, czas operacyjny 100s/szt): wszelkie uwagi mile widziane...
  6. Kochani! Walczymy... https://covidchallenge.pl/ życzę dobrych pomysłów i skutecznych realizacji!
  7. Zgodnie z obietnicą, pompowego spammingu ciąg dalszy... Zdjęcie placu boju (akurat tam jest już wersja z cewką zewnętrzną, nawiniętą na rurkę, w tle widać generator sygnału i wzmacniacz audio, przepływomierz praktycznie nijak nie działał, losowa dokładność, poza tym kolidował z ideą wpuszczania pływających markerów...): Powyższy zestaw badawczy to już był full wypas! Wcześniej było kilka innych wersji, jeszcze bardziej siermiężnych i topornych... Takie partyzancko montowane układy trzeba było kilkanaście razy dziennie rozmontowywać aby móc ćwiczyć nowe rozwiązania wymiarowe i konstrukcyjne dla pędnika... Całość za każdym razem musi być zlana i zalana ponownie... Bawełniany dresik jest wystarczająco chłonny i stanowił kluczowy element systemu . Skuteczność tego typu pracy zależy od wypracowania ergonomicznego, wydajnego workflow (próba -> wynik, próba -> wynik, próba -> wynik... da capo al fine) Na szczęście w porę się o tym przekonałem, że o to w tym wszystkim chodzi... Aby w danym czasie móc wygenerować jak najwięcej i jak najbardziej wartościowych danych... Poniżej jedne z pierwszych, prostych płetewek: Tutaj ładnie widać jak małe pole przekroju ma pędnik czyli inaczej pisząc - jak niski ma współczynnik korkowania... Początkowo badałem opcje długie - łapane na początku i na końcu (tak jak się wyprane prześcieradło za rogi szamocze...) Poniższy film przedstawia jedną z wielu prób. To jest tryb cewka w płetwie a magnesy na zewnątrz - to ze zdjęcia powyżej. Sprawdzałem jak wielki wpływ mają odległości magnesów (wielki!...) Rozwiązanie to jest niezwykle kłopotliwe ze względu na robienie malusieńkich i mocnych elektrycznie ale też wytrzymałościowo cewek... Nota bene, pierwsze z nich nawijałem z drutu odwiniętego z cewek z telewizora marki rubin... dopiero później pokupowałem sobie wielkie szpule - ale też były równie wiekowe, produkcja z lat osiemdziesiątych... jednak izolacja była co prawda stara ale jara!... I jeszcze film z pracą tego dłuższego paska:
  8. Panowie. Na obu filmach są przedstawione ledwie ruchome makiety, materialne wizualizacje idei... Robione na szybko, w trybie byle by coś tam działało, się ruszało, się pompowało... Docelowo planowałem wykorzystanie napędu jonowego - elektroaktywnych polimerów (https://en.wikipedia.org/wiki/Ionic_polymer–metal_composites). Niestety, wtedy brakło czasu i atłasu... Jasno napisałem, że rozwiązanie jakie proponuję nie rości sobie praw do zastępowania serca wprost. Schodzę z lini ciosu. I zajmuję się sednem problemu, potrzeby. A w tym przypadku jest to brak odpowiedniego ciśnienia/przepływu w całym układzie krążenia. Od lat mamy wypracowane metody radzenia sobie z zaburzonym sygnałem - rozruszniki serca. Małe, tanie urządzonka, prosty zabieg - ale jak wiele dobrego robią! Pomyślałem sobie, że fajnie by było gdyby równie łatwo można było sobie poradzić z problemami z ciśnieniem, czyli wywoływać siłę sprawczą. Istnieje już wiele propozycji tego rodzaju (VAD, LVAD etc.) - jednak z wielu względów nie są one wystarczająco dobre. Uznałem, że kluczem jest wykombinowanie zupełnie innego rodzaju pompy. Oczywiście pojawia się teraz pytanie - czy takie rozwiązanie ma sens?... Proponuję, żeby podczas spaceru spytać ryb w rzece lub stawie czy ich sposób lokomocji w wodzie jest sensowny... Może faktycznie mają małe pojęcie w temacie. __________ Uwaga! Bezpośrednie odniesienia, porównania do rybnego świata są mylące. Natura takich zjawisk jest niezwykle złożona. Bowiem przypadek rybnej pompy jest bardzo specyficzny. Normalnie ryba przemieszcza się względem płynu. W konfiguracji pompowej jest inaczej - to płyn przemieszcza się względem ryby... Plus dochodzi trzeci gracz - rura... Cyrki nie z tej ziemi! Ale! Dzieją się rzeczy niesamowite. W największym skrócie - w danej konfiguracji owego układu (płetwa+rura+płyn) występują swoiste prędkości/częstotliwości rezonansowe... System ma skłonność do jakby wzbudzania. Kojarzycie ten moment jak się wbija pierwszy bieg siedząc na motocyklu? Jest wtedy takie szarpnięcie, można poczuć moc... Właśnie takie zjawisko zauważyłem podczas eksperymentów. Można dokręcić, dostroić taką częstotliwość, że nagle układ dostaje kopa... Mało tego. Jak się na to wszystko patrzy, to są takie momenty, że można odnieść wrażenie, że owszem, pompa pompuje płyn, ale... płyn pompuje pompę... Jest to niezwykłe. Podejrzewam, że wynika to niewątpliwe z samej charakterystyki "płetwowej" i też z tego, że płaski, cienki, mikry w przekroju kształt płetwy nie jest nigdy korkiem, nie przesłania światła przewodu tak jak śruba czy koło zębate. Taka sytuacja jest skłonna to ciągłego sprzężenia zwrotnego, swoistej kinematycznej wymiany myśli... Kolejna kwestia! Elastyczna płetwa ma skłonność do samooptymalizacji swojego ruchu, swojej pracy... To jest gigantyczny gratis jaki dostajemy!... Zwróciliście uwagę, szczególnie na pierwszym filmie, że ja się zajmuję tylko przodem, malusieńkim kawałeczkiem tej elastycznej taśmy?!... Całą robotę, jakże piękną i doskonałą bierze na siebie natura procesu. Podobna sytuacja występuje na każdej olimpiadzie letniej: Panowie informatycy, robotycy! Czujecie jaka efektywność procesu?!... Wystarczy ogarnąć odpowiedni rytm malutkiego czegoś w jednym miejscu by pobudzić do pięknego działania parę metrów reszty...
  9. A tutaj inne tło muzyczne I również już inna konstrukcja - mała ceweczka jest w płetwie a magnesy stałe na zewnątrz rury... I chlupiemy!... W rytmie sinusoidki lecącej ze zwykłego wzmacniacza audio, któremu bit zapodaje prosty generator sygnału... Ot, takie rybne disco! Do wody wrzuciłem małe kuleczki z plastiku i wosku aby łatwiej można było zaobserwować przepływ. ____________________ @marek1707 Pamiętasz?... To Twoja zasługa. Z serca dziękuję za okazaną pomoc!
  10. @SOYER Co nie? Nawet zacząłem do kompletu dobierać muzyczne motywy przewodnie... To był film dokładnie z 11 listopada... A 1 listopada zmierzyłem kieszeń w marynarce... Wybaczcie proszę formę, edycję tego filmu etc. Robiłem to pierwszy raz w życiu... Cierpię na analfabetyzm cyfrowo-medialny
  11. Drodzy! Przeszedłem długą drogę i nareszcie dotarłem do tego momentu. Podzielę się z Wami wszystkim co wiem. Tuszę, że przynajmniej choć jedna osoba będzie potrafiła zrobić dobry pożytek z tych informacji. Byłbym szczęśliwy. Tyle tkliwego wstępu. Dodam jeszcze, że temat niniejszy jest niejako kontynuacją, dopełnieniem wcześniejszego (serdecznie polecam lekturze): Ostatnie moje bajdurzenie skończyło się na tym, że zacząłem sobie szkicować w rozumie a następnie na papierze przekrój upragnionej, możliwie idealnej pompy. Wyszedłem od niczego (pustej rury), poprzez rurę z możliwie prostym czymś w środku (pojedynczą kropką), poprzez kilka kropek, które następnie utworzyły kreskę: I tu się zatrzymałem bo już nareszcie uzyskałem to czego tak bardzo pragnąłem!... Ano takim cudem, że to był przekrój poprzeczny. Proszę zobaczyć co się zadzieje jak popatrzymy na tą samą sytuację w rzucie bocznym... Dalej nic... Owszem. Jeszcze nic, bo nie przeprowadziliśmy w tej osi takiej procedury jak poprzednio. Więc jedziemy: I tym oto sposobem, zrobił nam się taki powiedzmy kwadracik, prostokącik, krążek - no takie coś plaskate cienkie... I co my możemy sobie z takim czymś zrobić?... Nie! Nie róbmy tego co zwykle robiliśmy a więc nie kręćmy tym, nie wirujmy. Dla odmiany - pofalujmy... Tak. Żeby wytworzyć falę wystarczy czymś po prostu pofalować... Logiczne. Kochani. Jeżeli chcemy aby płyn płynął w rurze to wystarczy do takiej rury włożyć rybę. Nałożyć jej chomąto przytroczone do ścian rury a następnie poprosić ją żeby pomachała ogonem... Byście się zdziwili jakie cuda się wtedy dzieją. Nie znane są dotychczas tak wydajne procesy. Jak to jest możliwie, że każdy zna to rozwiązanie a nikt go nie zauważył?... P.S. Po tym jak nabazgroliłem te kilka kresek na jednej kartce papieru pobiegłem natychmiast do szafy i zmierzyłem kieszeń w marynarce. Miałem miesiąc czasu, aby w kieszeni tej znalazł się działający prototyp... Chciałem zdążyć na pewne spotkanie, doroczne sympozjum naukowe aby tam przedstawić to rozwiązanie. Udało się - jakimś cudem coś tam zmajstrowałem... Całe te dramatyczne, tragikomiczne wydarzenia wkrótce przedstawię. Tymczasem proszę Was o podzielenie się pomysłami jak byście wybrnęli z takiego zadania?
  12. @Gieneq Rzeżucha - jest tak cudowna, tyle mi powiedziała, że obawiam się, że chyba tylko forumowy kosz by to zniósł... Pragnę się tym podzielić, bo tam są odpowiedzi, których poszukiwaliśmy i których potrzebujemy. Dlaczego wspomniałem o smartfonach? To jest niezwykle intrygujący i pojemny "case" - jak to się dziś modnie mawia... No więc ja te smartfony rozkminiłem po swojemu. Bilans energetyczno-materiałowy + możliwości materializacji woli... Brzmi dziwnie?! Ale jak smakuje/skutkuje takie podejście! Otóż. Pozwolę sobie pokrótce [dlatego pomijam funkcje dzwonienia itp.] omówić drugie zagadnienie. Co daje nam smartfon? Na co pozwala? Ano pozwala na przykład na to, że jeżeli zapragniemy słonia (taką mamy wolę) to możemy sobie odnaleźć takiego słonia w internatach i go sobie zobaczyć i usłyszeć nawet. To jest gigantyczny postęp. Gdy mieliśmy telewizory, trzeba było zwykle długo polować, żeby gdzieś, kiedyś, w którymś odcinku z kamerą wśród zwierząt takiego słonia zobaczyć. Internety zmieniły wszystko - dostajemy słonia natychmiast. Mało tego! Właściwa zmiana dotyczy innej, nowej możliwości. Słonia zgodnego z naszą wolą możemy sobie sami wygenerować - w formie rysunku, zdjęcia, filmu czy dźwięku i wyfrunąć go w świat! To jest niesamowite. Nagle w świecie przybyło miliony słoni... Owszem, dawniej też się dało. Ale nie ta skala, nie ta łatwość, nie ta taniość, nie ta powszechność. Dalej. Dlaczego 3d print? O co tyle zamieszania. Jesteśmy wiecznie nienasyceni. Chcemy więcej. Poniekąd to dobrze, bo żyjemy... Obojętne czy w telewizorze czy w smartfonie, słonie są, istnieją, ale jako świecące punkciki. Mieliśmy i mamy wsparcie innych tzw. urządzeń peryferyjnych. Możemy sobie słonia druknąć na kartce. To znowu jest jakaś reprezentacja przestrzenna, niewątpliwie materialna, namacalna, ale taka w sumie płaska... No i ktoś wpadał na całkiem sprytny sposób. Zwielokrotnijmy płaskości i uzyskajmy w ten sposób namiastkę przestrzenności, takiej bardziej grubej płaskości... Brawo. To się udało. Ale problem pozostał. Obiecano ludziom słonie. A dano namiastkę słoni. Lepszą bo lepszą ale to ciągle jest namiastka. Nie wiem dlaczego ale zacząłem doszukiwać się rozwiązania, które nie będzie tylko trochę lepszą namiastką. Okazuje się, że jest możliwe rozwiązanie, które nie umożliwi nam co prawda stwarzania słoni, bo i po co? (ten przykład był przesadzony, przyznaję), ale pewne nowe podejście da nam szansę na stwarzanie prawdziwych krzeseł, domów, rakiet. Dla każdego. Celowo pominąłem klasyczne metody wytwarzania różnych przedmiotów - począwszy od wszelkich rzemiosł a na rozwiązaniach przemysłowych kończąc. Bo tam cena wejścia jest szalenia wysoka. Nurtuje mnie sytuacja, że każdy mógłby materializować myśli w możliwie łatwy i tani sposób. Z czasem zniknie może nawet podział na niepro i pro... Ponownie wyrażam skruchę, za grafomaństwo, wodolejstwo itp., itd. Dopiero wprawiam się w wyrażaniu myśli, które z trudem utrzymuję w głowie. Na szczęście, uzbierałem mały zbiorek ilustracji, no zmajstrowałem jakieś tam pierwsze urządzonka, które przedstawią o co mi chodzi... P.S. W ramach spojlera... Od niepamiętnych czasów dysponujemy metodami materializowania woli. Machamy palcem lub patykiem na piasku, piszemy coś lub rysujemy ołówkiem, piórem, flamastrem. Czy nareszcie szprejujemy coś na murze. Łatwe, szybkie i tanie akcje - cyk cyk. Jest fajnie! Jednak jest wspólny mianownik tej swobody - płaskość. Żeby jakkolwiek zadziałać w przestrzeni zaczyna się robić znacznie trudniej, wolniej i drożej. Od niedawna mam pewną metodę, która pozwala na stworzenie obiektu przestrzennego przy kosztach, łatwości i szybkości metod "płaskich". Proszę, dopuście opcję, że nie pisząc jeszcze wszystkiego, bo chcę Was zaprosić do wspólnej przygody, dać chwilkę na zastanowienie się nad takimi rozwiązaniami.
  13. Ale nie traćmy ducha! wszak do tego właśnie namawiałeś/śpiewałeś
  14. Panowie! Wspaniała rozmowa się wywiązała. Dziękuję! @ethanak Zaimek z "S" dotyczył Twojej osoby, dlatego poważyłem się na tą grzecznościową zbrodnię językową... Przy okazji dziękuję, że zdiagnozowałeś mi tą całą schizoglosję! Nie wiedziałem, że mam, a teraz już wiem. @Gieneq Wszystko racja, no z tą optymalizacją topologiczną... Film, który linknąłeś był bodaj pierwszym, który rozpoczął popularyzację tego tematu, pomógł zaistnieć w szerszej świadomości. Istota problemu sprowadza się do tego, że zwykliśmy zajmować się formą a nie treścią tworzonych przedmiotów. Działamy od zewnątrz zamiast od wewnątrz. Pytałeś o potrzeby zjadaczy chleba... Okazuje się, że chyba jednak innych osób i innych potrzeb nie ma. Podziały na amatorów i pro lub na Kowalskich i inż. Kowalskich jest sztuczny i zwykle wprowadzany jest dlatego, żeby przypudrować słabe rozwiązania. Taki na przykład młotek - on po prostu jest. I działa zawsze. Fascynują mnie takie totalne rozwiązania. Bez żadnych ale. Jest mocny głód nowego rozdania, fundamentalnej zmiany w technice. Niby na co dzień pławimy się blasku smarfoników ale pogłębia się w nas frustracja, że ciągle mało możemy, zbyt mało. Jako zwyczajne jednostki, jeśli chcemy aby nasza wola przybrała materialną reprezentację, możemy sobie pomachać młotkiem. Ciągle nie została przedstawiona żadna inna, równie potężna (łatwość/taniość) alternatywa. No ale przecież drukarki 3d! - jedyne co w nich do szczętu dobre, to addytywność. Niestety, cała reszta trzyma się kurczowo starych, słabych, zgranych paradygmatów. Bardzo trudno mi się o tym pisze. Nie umiem tak w paru słowach... A najbardziej mi przykro, że Wam się to boleśnie czyta... Zacząłem dociekać do początku problemów. Wyszło mi, że wszystko sprowadza się do dystrybucji/redystrybucji energii/materii - jaki jest bilans materialno-energetyczny danego procesu?... Znowu! Truizmy. Wiem. Ale roztrząsając je można dość do niezwykłych wniosków. Posprawdzałem sobie typowe, popularne sytuacje. Na przykład chcę mieć krzesło no to robimy krzesło - z czego robimy, jak robimy, a dlaczego ma taki kształt? Ile energii idzie, ile materiału? Metodycznie, punkt po punkcie. Tak sobie przeleciałem wiele różnych rzeczy. Aż razu pewnego, wziąłem na tapetę rzeżuchę a potem dżdżownicę... To było straszne, okazało się, że u nich wszystko jest zupełnie inaczej!... No i po tym poszły grube rozkminy - a co by było gdybyśmy zaczęli działaś w taki sposób?... Niesamowite jest to, że uzyskałem odpowiedzi. Nareszcie jestem w stanie zmajstrować coś co będzie zadość czyniło takiemu nowemu podejściu... Dla ciekawskich - urządzonka ręczne, takie wprowadzające w temat, to będą stwarzadełka. A takie bardziej na wypasie, że się wrzuci postać cyfrową woli i wyjdzie potem z tego materialna reprezentacja przestrzenna, to będą stwarzaczki... Panowie, to działa, przyszłość będzie przepiękna!... No dajcie człowiekowi pomarzyć chociaż...
×
×
  • Utwórz nowe...