Skocz do zawartości

marek1707

Użytkownicy
  • Zawartość

    5877
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    503

marek1707 wygrał w ostatnim dniu 15 stycznia

marek1707 ma najbardziej lubianą zawartość!

Reputacja

2124 Mistrz

3 obserwujących

O marek1707

  • Ranga
    9/10
  • Urodziny 17.07.1966

Informacje

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    WAW
  • Zainteresowania
    modelarstwo, elektronika, rower
  • Zawód
    elektronik

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Jest OK. Już o tym wspominałem: termopara generuje napięcie z różnicy temperatur i to tę różnicę masz podaną w tabeli. Jeżeli woltomierzem zdejmujesz 4.1mV to znaczy, że między zimnym a gorącym końcem jest ok. 100°C a nie że termopara ma w jakimś miejscu 100°C. Natomiast kompensacja wbudowana w MAXa zakłada, że zimny koniec termopary ma temperaturę otoczenia w jakim pracuje sam scalak. On to sobie mierzy wewnętrznie i dodaje do wyniku przeliczonego z napięcia wejściowego. Jeżeli w pokoju masz 20°C to te 4.1mV zobaczysz jako 120°C i to zaczyna się zgadzać z tym co masz. Te brakujące (do 140) 20°C zrzuciłbym na pomiar miliwoltów multimetrem, bo przecież mówimy o napięciu 0.8mV a tyle to możesz dostać podgrzewając w rękach zwarte sondy. Moim zdaniem to działa.
  2. To wygląda całkiem dobrze. MAX działa, poprawnie kompensuje zimny koniec a i termopara wydaje się OK. Różnica między pomiarem "wzorcowym" a tym z problematycznej termopary wewnętrznej może brać się zwyczajnie z różnicy miejsca pomiaru i odzwierciedlać rzeczywiste różnice. W środku tuż przy grzałce jest zwyczajnie sporo cieplej niż na zewnętrznej powierzchni lutownicy i stąd coraz większy rozdźwięk między wynikami w miarę wzrostu temperatury (bo zewnętrze jest coraz lepiej chłodzone). Na pewno jest też opóźnienie między temperaturą grzałki/grota a płaszczem zewnętrznym. Czy np. po 30 sekundach grzania, wyłączeniu prądu i kolejnych 30 sekundach (na stabilizację warunków) też widzisz takie różnice? Zewnętrzny czujnik nie może zwyczajnie dotykać do lutownicy, bo wtedy mierzy jakby "średnią" między gorącą blachą, otaczającym powietrzem i swoimi drutami. Musi być dobrze związany z lutownicą np. umieszczony pod metalową opaską nałożoną na kolbę lub włożony do środka grzałki, np. w miejsce grota. Pomiar porównawczy musi być dokonywany w warunkach statycznych, gdy możliwie wszystkie przepływy energii się zatrzymały. Możesz np. owinąć kolbę warstwą tektury falistej lub jakimiś szmatami (nawet ciepłą skarpetą), pod to włożyć (i dobrze przymocować drutem) czujnik zewnętrzny i podgrzać do 50 stopni, nie więcej, bo dym się zrobi. Po odczekaniu 15-30 sekund bez prądu zaczynasz mieć stabilny obiekt - i wtedy mierzysz.
  3. Bardzo mało prawdopodobne by użyto innej termopary niż K, bo to najtańsza i najbardziej rozpowszechniona wersja. Takie coś samo z siebie ma rezystancję rzędu miliomów więc jeśli mierzysz ok. 1Ω to wskazuje na problemy z samym pomiarem: rezystancja sond miernika, przejścia na złącze, kabla lutownicy itd. Gdyby to był termistor, miałby co najmniej setki omów. Może spróbuj zmierzyć różnicę między zwartymi na krótko sondami a obwodem z wpiętą termoparą? To powinno trochę przybliżyć odczyt do rzeczywistości. No ale to nie zmienia faktu, że słabo działa z front-endem MAXIMa. Po pierwsze wyjaśnij nam co oznacza "bardzo przekłamane wartości". Czy dostajesz stałe zero, wynik wskazujący na niepodłączenie termopary (jest taka flaga w scalaku, o ile pamiętam) jakiś stały offset (przesunięcie), wynik rosnący z temperaturą, ale z inną prędkością (zła skala przetwarzania) czy zwyczajnie losowy szum? Obwód termopary jest praktycznie zwarciem (o ile jest poprawnie zrobiony) więc zakłócenia się go nie imają. Skoro dostajesz napięcie, zmierz je zwyczajnie multimetrem (zakres 200mV) w temperaturze pokojowej i po nagrzaniu kolby do temperatury kilkudziesięciu stopni (gdy już nie będziesz mógł jej utrzymać w dłoni) i sprawdź dla pewności, czy oba wyniki pasują do typu K. Przecież tabele tych wielkości są ogólnodostępne. Potem to samo z podłączonym scalakiem, mierząc napięcia na jego pinach. Pamiętaj, że termopara nie mierzy temperatury bezwzględnej tylko różnicę między jej "gorącym" a "zimnym" końcem. Ile drutów ma ta lutownica? Może obwód termopary ma któryś wspólny kabelek z grzałką i nie możesz jednocześnie mierzyć i grzać? Może uszkodzona jest wtyczka albo gniazdo i raz styka a raz nie? Czy kiedy zewrzesz zwykłym drutem wejścia MAXa, to dostajesz stabilne okolice 20-25°C (MAX ma na pewno kompensację zimnego końca i zakłada, że jest to jego własna temperatura więc dla Uin=0mV pokaże tyle ile mierzy swoim wewnętrznym termometrem)? Czy dla wejść niepodłączonych dostajesz bit awarii obwodu termopary?
  4. Nie wypada nie znać tego Klasyka. Mam nadzieję, że jesteś wystarczająco dorosły by wiedzieć czyje to słowa. Wywalony język w tym kontekście jest raczej niestosowny. Tak, też o takim zastosowaniu przez chwilę pomyślałem, ale martwi mnie, że Kolega @Maniekdron zdążył już zadać kilka pytań w sprawie lataczy i że dryfuje w tym kierunku płynąc przez gęstą mglę mieszanki niewiedzy i entuzjazmu...
  5. Tak, można, z pewnymi ograniczeniami. To się da zrobić i rzeczywiście pojemność wzrośnie jak napisałeś. Pytanie tylko po co budować tak wielki i tak niskonapięciowy akumulator. Robisz stację pogodową na Arktykę czy boję nawigacyjną? Lepiej dla kogo? Dla ogniwa, dla Twojego zdrowia, budżetu czy dla reszty elektroniki? Nie ma prostej odpowiedzi, bo jak zwykle sa plusy dodatnie i plusy ujemne takego rozwiązania..
  6. Może spróbuj inaczej: opisz prawdziwy problem a nie dziwne próby jego rozwiązania. Czy masz kłopot w tym, że chcesz zrobić timeout dla jakiejś operacji wykonywanej w funkcji? Co ma się wtedy stać, gdy czas oczekiwania się przeciągnie i coś się nie wykona? Jak chcesz (jak mógłbyś) informować program o niepowodzeniu funkcji? Czy chcesz zatrzymywać program na jakiś czas tak po prostu? Czy chcesz robić kilka rzeczy (wątków) na raz, ale nie wiesz jak? Na razie zapomnij o timerach i ich przerwaniach i zwyczajnie w kilku zdaniach opowiedz co chcesz zrobić. Być może próbujesz w dziwny sposób (zapętlanie pinów do wejść procesora - bez sensu) zrobić coś co jest proste i dawno zrobione.
  7. Z pewnością było i jest ich wiele. Na odpowiednio niskim poziomie trudno wskazać jednoznaczne źródło. To jakbyś pytał dorosłą osobę skąd wie jak wygląda stacja kolejowa. Takie rzeczy po prostu są w głowie i tyle.
  8. Pytanie jest dziwne, bo zawiera tezę, że czujniki serii MQ są jonizujące - a tak nie jest. Odpowiedź zatem nie może być jednoznaczna. Czujnik jonizujący - jak sama nazwa wskazuje musi umieć jonizować powietrze. Można to zrobić jakąś metodą elektryczną (wysokie napięcie np.), ale rzeczywiście najprościej jest wstawić źródełko promieniowania i badać powstały w wygenerowanym polu elektrycznym prąd (płynący "przez powietrze"), na którego wielkość mają wpływ stojące na drodze duże cząstki dymu. Za to czujniki MQ to zupełnie inna zasada pracy. W środku mają elementy wykonane z materiałów czułych chemicznie, gdzie rezystancja zmienia w się w zależności od stężenia danego rodzaju gazu przy powierzchni detektora. Niektóre z tych materiałów lepiej/stabilniej pracują w wyższych temperaturach i dlatego niektóre (a może wszystkie? - nie robiłem przeglądu) czujniki MQ mają wewnętrzne piecyki i choćby z tego powodu moim zdaniem kompletnie nie nadają się do czujników zasilanych z baterii. Przy okazji: ich dokładności i powtarzalności są rzadne więc to bardziej są wskaźniki dobrze-źle niż elementy pomiarowe.
  9. Dzięki, nie sprawdzałem ani swoich ani Twoich obliczeń, ale najwyraźniej widocznie "proste obliczenia" nie są moją mocną stroną
  10. To dwie różne rzeczy. 1. Zabezpieczenie stabilizatora przed napięciem wejściowym niższym niż wejściowe. 2. Zabezpieczenie przed pojawieniem się na wyjściu napięcia o odwrotnej polaryzacji. W pierwszym przypadku a) masz za duże kondensatory wyjściowe i to ich energia niszczy strukturę dużym prądem płynącym długi czas (czasem widzę, że ludzie dają jakieś absurdalne setki lub nawet tysiące uF, które w niczym nie pomagają a wręcz przykrywają problemy ze złym projektem ), b) zrobiłeś coś dziwnego na wejściu. Bo za duży prąd nie popłynie wstecz (bo niby dokąd?) gdy na wejściu zwyczajnie odłączysz zasilanie tylko gdy zewrzesz wejście do masy - to zawsze jest groźne i jeśli coś takiego jest możliwe, dioda musi być ogromna. Na to drugie rada jest prosta: dajesz od wyjścia do masy diodę normalnie nieprzewodzącą. To szczególnie ważne w systemach z zasilaniem bipolarnym, gdzie część napięć jest dodatnich a część ujemnych i z oczywistych powodów nie wstają razem. Gdy pewne obciążenie korzysta z obu gałęzi (np. wzmacniacz operacyjny) to może zaistnieć stan przejściowy w którym na szynie dodatniego zasilania pokaże się napięcie ujemne i odwrotnie. W obu przypadkach dioda Schottky równolegle do kondensatorów wyjściowych załatwia sprawę. W obu przypadkach elementy zabezpieczające muszą być duże i zajmowałyby sporą cześć struktury a i tak nie byłoby pewności, że spełnią swoją powinność. Dlatego nie dostajesz ich w standardzie.
  11. Problem jest w tym, że transmisja danych do diodek nie odbywa się w zerowym czasie. Typowo na jeden bit potrzebujesz ok. 1.2us. To mało, fakt, ale do jednej diodki wysyłasz 24 bity, czyli potrzebujesz 28.8us. To wciąż wydaje mało, ale wysyłka wszystkiego do 1 metra (60 LEDów) zajmuje już 1.73ms. To oznacza, że nowy obraz tego metra możesz aktualizować ok. 580 razy/s. W Twoim przypadku oznacza to przejazd (przepłynięcie) jednej diodki przez 1 metr wykona się ok. 580/60=10 razy/s. No ale Ty próbujesz to samo z robić na 11 metrach a taka kupa diodek wymaga 11 razy dłuższej transmisji. Proste obliczenia wskazują, że przesunięcie pojedynczo świecącej diodki przez taką taśmę zajmie ok.1 sekundę bo każdy nowy obraz stanu 600 diodek potrzebuje aż ok. 19ms na przesłanie go do taśmy. Masz zatem tylko 20 "klatek"" na sekundę. A przecież nie liczymy tu jeszcze czasu przygotowania nowego obrazka przez procesor...
  12. 1. Już główna teza tego wątku jest fałszywa więc dalsza dyskusja trochę nie ma sensu. Otóż są stabilizatory równoległe (poszukaj hasła "shunt regulators"), choć częstość ich występowania oraz wachlarz dostępnych układów są o wiele mniejsze. 2. Zastanów się proszę w jaki spsób taki regulator musi działać. Żeby zmienić napięcie w obwodzie jak na dolnym rysunku źródło zasilania musi mieć niezerową impedancję wyjściową - to po pierwsze, bo to na niej odłoży się dodatkowy spadek i druga równie ważna rzecz to to, że ten spadek napięcia okupiony jest większym poborem prądu który zwyczajnie grzeje wszystko po drodze więc sprawność spada na łeb. Rozwiązania takie stosuje się w pewnych wyjątkowych przypadkach, np. ograniczników napięcia. Masz dla przykładu źródło z ograniczeniem prądu i napięcia CI/CV - jak np. ładowarka do akumulatorów i chcesz zrobić zabezpieczenie przed przeładowaniem lub zwyczajnie prymitywny balancer ogniw. Robisz wtedy shunt regulator na 4.3V i czekasz. Gdy napięcie na ogniwie wzrośnie do tej (już za wysokiej) wartości, regulator zaczyna pobierać coraz większy prąd przejmując na siebie coraz większą jego część płynącą z ładowarki. Niczemu to nie grozi, bo źródło ma ograniczoną i kontrolowaną wydajność więc w szczególnym przypadku regulator może wziąć 100% prądu. To samo rozwiązanie nie zadziała (albo co najmniej nie ma sensu) gdy źródło jest wydajne, np. akumulator, dobry zasilacz czy sieć 230V. Zabezpieczających przed czym? Przed głupotą projektantów? Taki element szeregowo z definicji pogarsza sprawność i - jak napisał Harnaś - podwyższa dropout. W przypadku gdy istnieje szansa, że na wyjściu stabilizatora pojawi się napięcie z obcego źródła, stosuje się inne rozwiązania: specjalne konstrukcje odporne na takie warunki lub p[rawie bezstratne sumowanie źródeł zasilania na tranzystorach (tzw. ideal diode - sa do tego kontrolery). A diodę - poor men protection - zawsze możesz wstawić gdy nie masz lepszego pomysłu. Gdy popatrzysz na strukturę krzemową stabilizatora, to tranzystor regulacyjny stanowi 90% powierzchni tekiego układu. Musi być duży bo tylko on przenosi cały prąd obciążenia i to na nim wydziela się moc. Wszystko inne jest lekkim dodatkiem. A Ty proponujesz, by producent dołożył sobie drugie tyle kosztów na wielką szeregową diodę celem pogorszenia parameterów konstrukcji, dziwne..
  13. To możesz kupić w ciemno. Są do tego biblioteki, poradniki jak podłączyć itp. Ponieważ jest to stosunkowo tanie a paczka idzie z daleka, weź tego więcej żebyś nie zmarnował dwóch tygodni na kolejną sztukę. Zawsze podczas montażu lub uruchamiania może zadrżeć ręka, omsknąć się wkrętak lub zasilacz "podłączy się" odwrotnie i skucha gotowa.
  14. Aby ożywić ten panel musiałbyś znać znaczenie sygnałów na tym 10-pinowym złączu na kabelku. A może to być zrobione zupełnie dowolnie. Być może jest jakiś standard wśród urządzeń tego typu (albo płytek tego producenta), ale nie wiadomo czy gdzieś opublikowany. Może wyślij zapytanie do sklepu? Inna możliwość jaka mi się rysuje to zakup sterownika/panelu do tego wyświetlacza i wyczajenie (oscyloskop + trochę wiedzy) protokołu szeregowego, ale to by się opłacało gdybyś miał kupić skrzynkę tych płytek - wtedy koszt sterownika i poświęcony czas zginąłby w masie. Same wyświetlacze są nic nie warte, takie pasywne szkiełko LCD z kilkoma cyframi możesz kupić za grosze. Te akurat mają mało pinów więc do zwykłych wyjść cyfrowych procesora ich nie podłączysz bo - jak napisał Kolega @atMegaTona - mają multipleksowanie z conajmniej 4 poziomami napięć. Być może coś warte są podświetlania do nich no i cała płytka jako kompletny podzespół, ale 40 złotych to bym za to nie dał. Nie wiem co to za atrakcja i to już po obniżce.. Także owszem, mógłbyś ten panel podłączyć wprost do Arduino (być może w wersji 3V) gdyby było wiadomo co i jak do niego przesyłać. Może napisz co chciałeś na tym zrobić?
  15. Nie wspominając już o tym, że: Źródło zasilania musi być sporo większe i mocniejsze a więc rzeczywisty przyrost osiągów (a pewnie o to chodzi) będzie znikomy. Na tych silniczkach wiele nie uzyskasz. To szczotkowe chuchra policzone na przewatowanie i krótką pracę już z założenia. W samym lataczu pracują w meganiesprzyjających warunkach (direct drive) tylko dzięki dobremu chłodzeniu strumieniem zaśmigłowym. Zbudowałem na nich kilka mikrosamolotów i sam się dziwię, że to zrobiłem. Dochodzą do 70° podczas normalnej pracy a jedyną ich zaletą jest trywialny driver (jeden tranzystor). Jeśli chcesz zbudować coś większego, po prostu to zbuduj od zera. Dziś wszystkie graty dostaniesz w jednym sklepie modelarskim a będziesz dysponował kopterkiem który wyrywa z butów, będzie dowolnie rozbudowywalny (diody LED, kamera FPV z OSD, kilka trybów latania) i gdzie wszystko ustawisz z poziomu aplikacji na PC. Jakakolwiek inwestycja w jednorazowe zabawki to strata czasu i pieniędzy. To nie lata samo z siebie tak jak np. samolot. Procesor pokładowy ma skomplikowany program ze sporą dawką matematyki i wbudowane pewne ustawienia regulatorów reagujące na dynamikę tej konkretnej ramy: wielkość, rozłożenie mas, momenty bezwładności i tylko dlatego jest to stabilne w locie. Dodanie kolejnych silników i zmiana akumulatora zaburzy ten rozkład i kopterek przestanie latać stabilnie. Driverkami silników są tu wyżyłowane tranzystorki w SOT23 (te małe czarne w rogach) już pracujące na oparach - tak jak same silniki..
×
×
  • Utwórz nowe...