Skocz do zawartości

MCV3

Użytkownicy
  • Zawartość

    8
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O MCV3

  • Ranga
    2/10

Informacje

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Bo do lotu jest ponad 8 miesięcy. Im bliżej terminu, tym będą droższe. Kupowane w kwietniu (na przykładowy maj) prawdopodobnie będą już po ok. 4 kzł. Niestety, do Pekinu raczej nie da się zrobić zrzutki w parę osób na busa. Treker, Nie jestem zdenerwowany, do poziomu turnieju w Wiedniu to mi jeszcze daleko, więc się nie wybierałem. Bardziej gnębiła mnie ciekawość: dlaczego? Chodziło mi też tutaj o pewne kuriozum: największe europejskie zawody robotów odbędą się w Chinach. Jakoś tak dziwnie brzmi, coś w stylu "Ogólnopolski Konkurs Robotów w Melbourne". Poza tym... turniej w Chinach, organizator chiński, ci z Wiednia nie mają czasu, więc... co będą miały wspólnego te planowane zawody z tymi w Wiedniu (poza nazwą)? W zasadzie to Chińczycy mogliby po prostu zorganizować własny turniej i już. Trochę mnie zdziwił fragment o finansach. Sądziłem, że gdzie jak gdzie, ale w Austrii można znaleźć chyba nieco zamożniejszych sponsorów, niż u nas. Ech, wszystko teraz robi się w Chinach, zawody robotów też.
  2. RobotChallenge za rok 2017 odbędzie się w Pekinie? Mam nadzieję, że to jakiś żart. Co stoi za tą decyzją? Wiedeń był (przynajmniej w moim odczuciu) główną, dużą imprezą ogólnoeuropejską, takim niepisanym królem turniejów, marzeniem i niejako ukoronowaniem kariery wielu konstruktorów. Również polskie ekipy odnosiły w Wiedniu wiele sukcesów, bo... (pomijając talent i zdolności) stać ich było na wyjazd. Podsumowując: 1. Ci z Polski i Europy, których było stać na przejazd do Wiednia (indywidualnie, lub zbiorowo) mogą o tych zawodach zapomnieć, chyba że Wiedeń wyczarteruje darmowe samoloty dla zawodników. Nie sprawdzałem, ale podróż do Pekinu jest chyba tak samo kosztowna, co do Tokio. Jeśli kogoś stać, to dlaczego nie wybrać się do Japonii? Tamte zawody są wzorcowo zorganizowane i mają już ustaloną, międzynarodową renomę. 2. W ten sposób zabraknie imprezy o znaczeniu ogólnoeuropejskim, na którą zjeżdżali się zawodnicy z całego kontynentu. Ponieważ natura nie znosi próżni, rolę głównego turnieju europejskiego przejmie... Praga? Budapeszt? Widzę tu dużą szansę dla Polski, gdyż któryś z naszych dużych turniejów mógłby przejąć rolę i znaczenie RobotChallenge, który nie wiedzieć czemu zdecydował się wyemigrować do Chin. 3. Jest to z pewnością miła wiadomość dla tych, którzy "dojrzeli" i planowali wybrać się na wiosnę 2017 do Wiednia, przygotowując się już na ten wyjazd od jakiegoś czasu.
  3. Faaajnie! Na stronie organizatora właśnie pojawiła się adnotacja: "Wprowadzono również niewielkie zmiany w regulaminie konkurencji LEGO Sumo. Zmiany dotyczą maksymalnej wagi robota, oraz średnicy ringu." "Niewielkie zmiany" w regulaminie, to ograniczenie masy robota o 40% (z 2000 g do 1200 g) i rozmiarów ringu o połowę (do 77 cm). Rzeczywiście niewielkie, robota raz dwa da się przebudować (najlepiej przekroić na połowę), jest przecież jeszcze aż dwa tygodnie czasu. A już się wybieraliśmy... A tak serio: co było w zeszłym roku nie tak, że aż tak obcięto konkurencję?
  4. Już doszedłem do siebie po zawodach, więc dorzucę co nieco. Trochę polemizowałbym z natoska, mi akurat praca ekipy sędziowskiej w naszej konkurencji (LEGO Sumo) przypadła do gustu, zwłaszcza że żywo mam w pamięci ROBOMATICON z marca (tam to się działo, tzn. nic się nie działo). Konkurencja została przeprowadzona rzetelnie, a sędziowie byli naprawdę zaangażowani w dopilnowanie jej prawidłowego przebiegu. Pomimo dwugodzinnego poślizgu (dużo zawodników i długie walki) obyło się bez pośpiechu i popędzania, bez żadnych skrótów, pomyłek. Naprawdę solidnie do ostatniej walki w grupie - takie odniosłem wrażenie. . Nie było problemu z uwzględnieniem uwag ze strony zawodników dotyczących np. rys na planszy, czy zbyt bliskiego ustawienia publiczności. Trochę zdziwił mnie fakt braku losowania ustawienia zawodników przez rzucanie krzyżyka, ale pozwoliło to na dyskretne umieszczanie robota z dala od poważniejszych defektów powierzchni planszy. Koszulki miło nas zaskoczyły, zwłaszcza że znalazły się dla wszystkich członków ekipy, nie tylko dla kapitana - mamy dzięki temu bardzo miłą pamiątkę po imprezie. W strefie serwisowej rzeczywiście było ciasno, ale obawiam się że to chyba jedyne dostępne i w miarę odizolowane od tłumu miejsce. Na szczęście w naszej konkurencji nie musimy rozkładać się z całym warsztatem, więc jedno krzesełko i kawałek podłogi wystarczą. Trochę siermiężnie wypadła prezentacja wyników: w zeszłym roku był wielki ekran LCD, w tym sztaluga i ręcznie wyrysowywane tabele, ale za to czytelne i zrozumiałe. Konkurencja była w tym roku bardzo silna, znacznie silniejsza niż w poprzednim. Przybyły naprawdę profesjonalne ekipy i już nie widziało się samotnych dzieciaków z rachitycznymi potworkami. Pozdrawiam tu ekipę z Rybnika którą zapamiętałem przez kontrastowy obrazek: wszędzie wokół na stołach pootwierane laptopy, a u nich - opiekacz do grzanek (coś trzeba zjeść po 4 godzinach podróży). Niestety nic nie udało się wygrać, ale w pamięci pozostaje miło przebyta impreza i pełne emocji walki. Jeśli chodzi o te ostatnie to było co podziwiać: wzajemne pościgi na planszy, mordercze zwarcia, epickie upadki i bezwzględne nokauty. Nic dziwnego, że wokół planszy było naprawdę ciasno od publiczności, a dzieciaki głośno dopingowały swoich faworytów. Podtrzymuję opinię, że LEGO sumo jest naprawdę widowiskowe. W odróżnieniu od innych odmian sumo tutaj walka nie kończy się po 2 sekundach, lecz trwa na tyle długo, żeby można było śledzić jej przebieg - z pożytkiem dla publiczności. Podobnie jak natoska wyjeżdżałem przygnębiony wynikami, lecz z poczuciem dobrze spędzonego czasu w miłej atmosferze i udziału w fajnej, porządnej imprezie. [ Dodano: 25-11-2014, 21:20 ]
  5. Pozdrawiam "natoska", ja jestem tym facetem z aparatem na statywie. To niestety fakt, zazwyczaj w takich warunkach używa się nagłośnienia rozproszonego (dużo małych glośniczkow), jak w kościołach, ale to juz kwestia finansów. Jestem tego samego zdania. Uważam też, że masa robota w LEGO Sumo nie powinna regulaminowo przekraczać 1,5 - 1,6 kg. Ograniczyłoby to występowanie "czołgów" na dwóch brickach, sześciu siłownikach i masie 1999 g. Nie każdego stać na dwa komplety Mindstorms, praktycznie mogą sobie na to pozwolić tylko kluby i pracownie. Robot zbudowany z wykorzystaniem pojedynczego zestawu bez względu na to, jak bardzo wyrafinowana byłaby jego konstrukcja i wydumany algorytm, zwyczajnie będziie musiał ustąpić brutalnej sile i masie. Z roku na rok jest coraz więcej publiczności, z czego należy się cieszyć. Trzeba jednak brać to pod uwagę przy planowaniu stanowisk. Chyba lepszym rozwiązaniem byłoby ulokowanie przy podcieniach z umieszczonym tam wejściem dla zawodników System rozgrywek to jakieś nieporozumienie. Co to znaczy "system pucharowy"? Losuje się w grupie dwie pary i zwycięzcy tych walk przechodzą dalej? Chyba ludzie związani z Politechniką mają dość zdolności logicznego rozumowania żeby zrozumieć, że w takim systemie z grupy wychodzi najsilniejszy robot oraz praktycznie losowo dobrany z pozostałych. Np. drugi pod względem "siły" robot w grupie ma tylko 25% szans na wyjście (przy czterech zawodnikach). Równie dobrze zamiast niego z grupy może wyjść potencjalnie słabszy zawodnik. W ten sposób do elementu walki dodano element hazardu. Nie wystarczy mieć w miarę dobrego robota, trzeba jeszcze mieć szczęście w grach losowych. Czy ktoś, kto przejechał na turniej pół Polski mógł się spodziewać, że weźmie udział w jednej walce oraz w czymś w rodzaju pokera? Brak czasu na metodyczne rozegranie wymaganej ilości walk? To może lepiej ze wszystkich zarejestrowanych po prostu wybrać losowo trzech zawodników i niech walczą o miejsca, a reszta niech się nie trudzi... dojazdem. Przy sprawnej organizacji rozegranie eliminacji grupowych metodą "każdy z każdym" odbyłoby się w ciągu niecałej godziny przy zaangażowaniu 1 (jednego) sędziego dla danej konkurencji (tak było np. na ostatnim Sumo Challenge w Łodzi). Tylko niestety tu tej organizacji było brak. Poczynając od braku prądu w sali serwisowej (dzika plątanina najrozmaitszych przedłużaczy, dobrze że laptop był naładowany) poprzez gigantyczne opóźnienia (cały czas miałem wrażenie, że sędziowie pochłonięci są wyłącznie walką z nie działającymi modułami startowymi) do braku jakichkolwiek informacji o ilości zawodników, podziale na grupy, ilości walk i ich rezultatach, jakie się odbyły, jakie jeszcze będą, kto wyszedł, kto odpadł itp. Nic. Aby cokolwiek się dowiedzieć, najlepszą metodą było sterczenie w strategicznym miejscu przy barierce za plecami sędziów i akrobatyczne podglądanie ekranów ich komputerów pod czyjąś pachą. W ten sposób po stoczeniu jednej jedynej i niestety przegranej walki spędziliśmy radosne półtorej godziny w oczekiwaniu na następną, aż w końcu nasz programista zaczepił jednego z sędziów pytając kiedy będzie kolejna nasza walka i dowiedział się, że eliminacje w grupach już są zakończone, a robot po rozegraniu jednej walki nie wyszedł z grupy pięciu (a może czterech, bo tego oczywiście nie wiemy) zawodników, bo jest "system pucharowy", czyli w zasadzie losowanie wychodzących z grupy (ilu by ich nie było, bo tego też nie wiemy). O tym, że były już jakieś finały dowiedzieliśmy się od naszego sąsiada od stolika, który wrócił dumny na salę serwisową (II miejsce). Podsumowując: Robomaticon, do tej pory oglądany oczami widza mocno mnie rozczarował od strony kuchni, a największe wątpliwości wzbudził opisany wyżej system rozgrywek. Trochę inaczej odczuwa się "wywalczoną", a trochę inaczej "wylosowaną" przegraną, więc współczuję tym, którzy dojechali z naprawdę daleka tylko po to, aby rozegrać jedną walkę. Nawet doświadczeń konstruktorskich z przebiegu turnieju nie dało się w ten sposób wyciągnąć. Nas, jako "miejscowych" na szczęście nie oczekiwał wielogodzinny powrót. Wnioski na następny rok? Zabrać ze sobą szpulę kabla i składane stołeczki. I może kilka robotów., większe szanse przy losowaniu Aha: na salę serwisową mógł wejść każdy, kto miał ochotę. Wyjść również.
  6. Sa! Znajdą się też inni, jak tylko wiadomość się rozniesie. Ja przynajmniej znam osobiście jeszcze jednego chętnego do tej konkurencji, a mamy przecież rozmaite kluby szkolne, kursy prywatne i rozmaitych niezrzeszonych, a potencjalnych indywidualnych uczestników. Z pewnością ich napływ zwiększy się po oficjalne dołączenie konkurencji do programu imprezy.
  7. Czy przewidujecie konkurencję Lego Sumo? Jakoś mało jej w Polsce, a jest na świecie traktowana dość poważnie (np. Wiedeń). Ostatnio konkurencja w tej kategorii odbyła się w Łodzi. W sumie nie wymaga specjalnych nakładów ze strony organizatorów, plansze są standardowe, a przy tym jest dość widowiskowa - walki trwają dłużej, łatwiej je obserwować (roboty są wolniejsze niż np. w mini sumo) a i konstrukcje są bardziej zróżnicowane. Praktyka wykazuje, że zbudowanie robota do lego sumo wcale nie jest takie proste. Regulaminowa konieczność użycia wyłącznie elementów lego wymusza na konstruktorach dość specyficzne rozwiązania, co daje w efekcie dużą różnorodność konstrukcji. Emocje zapewnione dla publiczności są na pewno nie mniejsze, niż przy innych odmianach sumo. Pozdrawiam.
×
×
  • Utwórz nowe...