Skocz do zawartości

Pomocna odpowiedź

Napisano

Większość zasilaczy warsztatowych ma jedną dość oczywistą wadę - trudno nazwać je mobilnymi. Duża obudowa, przewód zasilający i konieczność korzystania z gniazdka sprawiają, że zabieranie klasycznego zasilacza poza warsztat nie zawsze ma sens.

IMG_1792.thumb.JPG.e27929eea3c38daf8bf72bf172a0bbf7.JPG

W tym przypadku z pomocą przychodzi FNIRSI i ich miniaturowy zasilacz laboratoryjny. Urządzenie jest na tyle małe, że bez większego problemu można wrzucić je do torby z pozostałym wyposażeniem, a jednocześnie zachowuje funkcje, których oczekujemy od regulowanego zasilacza. Wpis powstał we współpracy z firmą Botland.

Co jest w pudełku?

Zestaw jest dość prosty. W pudełku znajdziemy przede wszystkim sam zasilacz oraz większość przewodów potrzebnych do rozpoczęcia pracy. Dołączone przewody bananowe 4 mm zakończone są krokodylkami dobrej jakości. Ich konstrukcja sprawia, że po zaciśnięciu na przewodzie czy wyprowadzeniu elementu trzymają się bardzo pewnie i trudno przypadkowo je zsunąć.

W zestawie znajduje się również przewód microUSB. Nie jest on potrzebny (a raczej się nie nadaje) do normalnego zasilania urządzenia - jego zastosowanie wiąże się przede wszystkim z możliwością połączenia z komputerem. Chcąc go użyć do zasilania urządzenia aktywuje się zabezpieczenie LVP.

Jak używać zasilacza?

Pierwszym krokiem jest oczywiście doprowadzenie zasilania do samego zasilacza. W zależności od sytuacji można wykorzystać klasyczny zasilacz z wtykiem baryłkowym albo źródło wyposażone w USB-C z obsługą odpowiedniego trybu USB Power Delivery (PD) lub Quick Charge (QC).

I właśnie tutaj znajduje się jedna z najważniejszych cech tego urządzenia. Zasilacz nie jest w stanie wygenerować na wyjściu napięcia wyższego niż napięcie dostarczone do jego wejścia. Jeżeli więc chcemy uzyskać wyższe napięcie wyjściowe, musimy odpowiednio dobrać również źródło zasilania.

W przypadku USB-C szczególnie istotne jest wykorzystanie przewodu oraz źródła zasilania obsługujących odpowiednią komunikację PD/QC. Samo podłączenie przypadkowego przewodu USB-C nie gwarantuje więc uzyskania parametrów potrzebnych do pracy zasilacza.

Nie jest to wada typowa wyłącznie dla tego urządzenia - wynika z zasady działania zastosowanej przetwornicy. W praktyce może być to również zaletą, ponieważ napięcie wejściowe stanowi naturalne ograniczenie napięcia, które możemy podać na wyjście.

Sterowanie

Obsługa zasilacza jest bardzo prosta. Pod ekranem znajdują się przyciski służące do poruszania się po menu, natomiast za ustawianie wartości odpowiada enkoder znajdujący się na przednim panelu.

IMG_1797.thumb.JPG.cd6e3f1d737ee55804b5118a2aa04bbf.JPG

Po uruchomieniu zasilacz nie zaczyna od razu podawać napięcia na zaciski. Wyjście trzeba dodatkowo aktywować przyciskiem znajdującym się po prawej stronie. To niewielki szczegół, ale podczas pracy z elektroniką jest bardzo praktyczny. Możemy najpierw podłączyć przewody, ustawić odpowiednie parametry, a dopiero później aktywować wyjście. Zmniejsza to ryzyko przypadkowego zwarcia podczas przepinania badanego układu. Stan wyjścia jest dodatkowo sygnalizowany podświetleniem znajdującym się przy złączach bananowych. Dzięki temu nawet bez patrzenia na ekran można szybko sprawdzić, czy wyjście jest aktywne.

Czepialscy mogą oczywiście narzekać na brak ekranu dotykowego, jednak w tym przypadku nie uważam tego za istotną wadę. Fizyczne przyciski i enkoder są wygodne w obsłudze, a dodatkowo można z nich korzystać bez zasłaniania ekranu palcem.

Do czego można wykorzystać taki zasilacz?

Największą zaletą tego urządzenia jest jego mobilność. Klasyczny zasilacz laboratoryjny świetnie sprawdza się na biurku, ale zabieranie go w teren jest zwykle mało wygodne. Tutaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

  • Zasilacz może być przydatny podczas pracy przy elektronice w miejscach, w których nie mamy dostępu do typowego gniazdka sieciowego. Wystarczy odpowiednie źródło zasilania USB-PD, np. power bank obsługujący wyższe napięcia.
  • Może się również przydać podczas uruchamiania urządzeń, testowania prototypów czy napraw elektroniki poza warsztatem. Małe wymiary powodują, że można potraktować go jako część przenośnego zestawu serwisowego.
  • Kolejną ciekawą możliwością jest wykorzystanie kilku takich zasilaczy jednocześnie. Niewielkie obudowy pozwalają ustawić kilka urządzeń obok siebie bez zajmowania tak dużej ilości miejsca jak w przypadku kilku klasycznych zasilaczy laboratoryjnych.
  • Może to być szczególnie wygodne w projektach wymagających kilku niezależnych napięć. Zamiast jednego dużego urządzenia możemy wykorzystać kilka małych modułów i niezależnie ustawiać parametry każdego z nich.

Podsumowanie

Miniaturowy zasilacz FNIRSI jest ciekawą alternatywą dla klasycznego zasilacza warsztatowego wszędzie tam, gdzie liczy się przede wszystkim mobilność. Nie zastąpi dużego zasilacza laboratoryjnego w każdym zastosowaniu, ale jego niewielkie rozmiary i możliwość zasilania z USB-PD/QC otwierają zupełnie inne możliwości.

Do największych zalet można zaliczyć kompaktową obudowę, wygodne sterowanie enkoderem i przyciskami, fizyczne włączanie wyjścia oraz możliwość wykorzystania power banku jako źródła zasilania. Ograniczenie maksymalnego napięcia wyjściowego do napięcia wejściowego trzeba natomiast uwzględnić już podczas kompletowania całego zestawu.

Jeżeli potrzebujemy niewielkiego zasilacza do zabrania w teren, do testowania prototypów albo po prostu chcemy mieć pod ręką dodatkowe źródło regulowanego napięcia, taka konstrukcja może okazać się bardzo praktyczna.

  • Lubię! 2
(edytowany)

Zabrakło informacji nt. poziomu tętnień, szpilek na wyjściu przy różnym obciążeniu, w końcu to zasilacz impulsowy. Fnirsi niestety słynie z "prawie oscyloskopów", może w tym przypadku jest lepiej.

W opisie na stronie niby jest informacja:

Cytat

Niski poziom tętnień: ripple poniżej 20 mV, odpowiednie dla czułych układów elektronicznych

Ale nic to nie mówi kiedy taki niski poziom występuje. Fajnie byłoby zobaczyć faktyczny test.

Edytowano przez orb777
4 godziny temu, orb777 napisał:

Ale nic to nie mówi kiedy taki niski poziom występuje. Fajnie byłoby zobaczyć faktyczny test.

W moich warunkach nie da się takiego przeprowadzić, bo raczej to aż tak nie sieje.

s1.thumb.jpg.2e09985557901454412c6d9feeb0e4ad.jpgs2.thumb.jpg.51406509549a4d7a75c4b5a7e9e37af5.jpg

  • Lubię! 1
3 minuty temu, orb777 napisał:

to na luzie?

Na sondzie x1 😉 Na te jasne raczej bym nie patrzył, tylko na ten drugi wykres z ciemnymi tętnieniami.

Była też prośba o płytkę stykową dla skali... niestety moja płytka stykowa jest za duża by zrobić jej zdjęcie, więc zasilacz wylądował obok pudełka zapałek 😉 (niestety zdjęcie zrobiłem telefonem, więc jakość pozostawia trochę do życzenia).

0acdb37b-9751-4663-a1ce-9b3dc416a3b5_removalai_preview.thumb.png.60f30ff4645cf393f9fe7832e7de49a8.png

7 minut temu, H1M4W4R1 napisał:

Na sondzie x1 😉 Na te jasne raczej bym nie patrzył, tylko na ten drugi wykres z ciemnymi tętnieniami.

Ano zauważyłem, oscylogram z filtrem, hehe. Ale czy to jest pod obciążeniem jakimkolwiek? Min/max nie zachwyca, spore cykliczne zakłócenia.

(edytowany)
12 minut temu, orb777 napisał:

Ale czy to jest pod obciążeniem jakimkolwiek?

Pod żadnym 😉 dosłownie na wpiętej sondzie... Może pod obciążeniem by go ustabilizowało, niektóre przetwornice mają ze sobą problemy...
Nope, przy 30mA ma 150mVpp

Edytowano przez H1M4W4R1
  • Lubię! 2

Bądź aktywny - zaloguj się lub utwórz konto!

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto w ~20 sekund!

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj się »

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się »
×
×
  • Utwórz nowe...