Wstęp do świata dronów – recenzja Parrot AR.Drone 2.0

Wstęp do świata dronów – recenzja Parrot AR.Drone 2.0

Czytelnicy Forbota wykazują zainteresowanie dronami. Sam jestem nimi zafascynowany, jednak nie zagłębiałem się jeszcze w tajniki samodzielnego konstruowania takich urządzeń.

Uznałem, że dobrym motywatorem do dalszych prac w tym kierunki będzie zabawa z gotowym, ogólnodostępnym produktem. W związku  z tym zapraszam do recenzji Parrot AR.Drone 2.0!

Uwaga! Na wstępie zaznaczam, że recenzowany produkt nie jest urządzeniem przeznaczonym dla profesjonalistów, a latanie nim należy traktować wyłącznie jako dobrą zabawę. Wybrałem go, aby sprawdzić czy latanie quadrocopterem sprawia mi dużo frajdy i czy warto zajmować się budową własnej, droższej konstrukcji.

Wybór drona

Jak się okazało, rynek gotowych quadrcopterów jest dość rozbudowany, aby wybrać właściwy model musiałem postawić sobie kilka warunków. Po pierwsze nie chciałem zajmować się małymi urządzeniami, które mieszczą się na dłoni – na to przyjdzie jeszcze czas. Chciałem skorzystać z ładnej pogody i polatać na zewnątrz. Drugim wymogiem jaki sobie postawiłem, aby uznać produkt za odpowiedni do testów, było przesyłanie obrazu w trakcie lotu do kontrolera.

Po krótkim zapoznaniu się z rynkiem oraz Internetową popularnością wybór był bardzo łatwy wybrałem - Parrot AR.Drone 2.0. Sprzęt widoczny poniżej do testów udostępnił producent.

Zaczynamy!

Zaczynamy!

Pierwsze wrażenie

Szczerze mówiąc, przed otrzymaniem przesyłki nie zdawałem sobie sprawy jak duży jest testowy quadrocopter. Spodziewałem się czegoś mniejszego - było to jednak pozytywne zaskoczenie. Dron dostępny jest w kilku wersjach, moja oznaczona jako Parrot AR.Drone 2.0 ELITE Dżungla posiadała w zestawie:

  1. Parrot AR.Drone 2.0
  2. Obudowę do lotów w pomieszczeniach
  3. Obudowę do lotów na zewnątrz
  4. Akumulator 1000mAh
  5. Ładowarkę sieciową
  6. Naklejki

Dodatkowo otrzymałem drugi akumulator o zwiększonej pojemności - 1500mAh. Sam Parrot zbudowany jest solidnie. Główne elementy nośne wykonane są z włókna węglowego. Jedyne do czego mogę się przyczepić to obudowa z ciemnego EPP (polipropylenu) oklejonego we wzory moro (lub inne, zależnie od edycji). Jest to kwestia mojego uprzedzenia do tego typu obudów, podczas wszystkich testów sprawdzała się ona dobrze. Jednak po cichu liczę, że w którejś z kolejnych wersji doczekamy się lekkiej, równie wytrzymałej obudowy, która nie będzie wyglądała jak styropian.

Jeśli jesteśmy już przy „opakowaniu” dla quadrocoptera, to do dyspozycji otrzymujemy dwa. Pierwsze osłania śmigła i zalecane jest przy lotach w domu. Drugie do lotów na zewnątrz jest mniejsze i lżejsze, ale nie zabezpiecza wirników. Poniżej porównanie obudów:

CIMG4047

Co uważniejsi czytelnicy mogli wychwycić brak dedykowanego kontrolera i słusznie, bo jest on nam niepotrzebny. W roli sterownika możemy wykorzystać smartphona z IOS lub Android. Tutaj duży plus dla producenta, mimo, że mój telefon jest stary (Galaxy S I) aplikacja działała płynnie.

Co w środku?

Warto zainteresować się elektroniką, która została zamontowana w środku drona. Przyznam szczerze, że osobiście zaskoczył mnie stopień zaawansowania. Po pierwsze całością steruje procesor 1GHz 32 bit ARM Cortex A8 wspierany przez 1GB DDR2 RAM. Na system operacyjny wybrano Linuxa. Dron nadaje sygnał WiFi zgodnie ze standardami b/g/n. Dzięki temu połączenie jest stabilne i nie wprowadza opóźnień, nawet przy dużej odległości. Równie ważne są odpowiednie czujniki. Parrot AR.Drone 2.0 wyposażony został w:

  • 3-osiowy żyroskop, dokładność: 2000°/sekundę
  • 3-osiowy akcelerometr, dokładność: +/-50mg
  • 3-osiowy magnetometr, dokładność: 6°
  • Czujnik ciśnienia, dokładność: +/- 10 Pa
  • Czujnik ultradźwiękowy do pomiaru wysokości
  • Pionową kamerę (60 FPS QVGA) wykorzystywaną do pomiaru prędkości względem powierzchni

Natomiast elementami wykonawczymi są 4 silniki wraz ze specjalnie zaprojektowanymi wirnikami.
Zastosowano napędy o mocy 14.5W każdy. Osiągają one prędkość 28 500RPM. Kontrolery silników są zbudowane w oparciu o popularne mikrokontrolery AVR. Jak deklaruje producent sterowniki silników są wodoodporne!

Jakość poniższego materiału nie jest najlepsza, ale nie mogłem się powstrzymać. Poniżej rozruch silników nagrany w 460fpsach:

Gotowi do lotu?

Nie będę Was okłamywał, że przed pierwszym lotem przeczytałem instrukcje. Wydaje mi się, że sporo osób, tak jak ja intuicyjnie uruchomiłoby Parrota i nieśmiało spróbowało wystartować. Przygotowania do pierwszego startu ograniczyły się do ściągnięcia odpowiedniej aplikacji oraz podłączenia akumulatora.

Pierwszy start... O dziwo był udany! Jak to możliwe? Powszechnie wiadome jest, że wszelkie modele latające nie należą do najłatwiejszych w obsłudze. Tutaj ujawnia nam się zaleta produktu przygotowanego dla każdego. Elektronika znajdująca się wewnątrz Parrota, robi wszystko, aby użytkownik mógł cieszyć się zabawą.

Parrot AR.Drone 2.0 w locie!

Parrot AR.Drone 2.0 w locie!

Zautomatyzowany został nawet proces startu i lądowania. Użytkownik musi jedynie wcisnąć odpowiedni guzik. Po starcie do dyspozycji mamy dwa josyticki, a w tle widzimy podgląd z wybranej kamery.

Pierwszy z joysticków odpowiada za ruchy góra/dół oraz obroty wokół osi Z. Drugi pozwala na lot w płaszczyźnie X/Y. Oprócz tego do dyspozycji mamy takie opcje jak:

  1. Przełączenie między kamerami (przednia/dolna)
  2. Przycisk uruchamiający nagrywanie obrazu
  3. Ustawienia, w których możemy regulować ograniczenia prędkości i wysokości - bardzo przydatne!
  4. Przycisk awaryjny, który natychmiast wyłączy silniki.
  5. Przycisk pozwalający na uruchomienie funkcji ratunkowych:
    1. Wydawanie odgłosów silnikami
    2. Wykonywanie przewrotów na ziemi,  które pozwalają na lokalizację modelu

Po testach w domu nadszedł czas na naładowanie akumulatorów (1-1,5h), przeczytanie instrukcji oraz wyjście w plener! Pierwszą lokalizacją był osiedlowy ogródek, film z jednego z pierwszych lotów poniżej (nagranie z kamery pokładowej):

Materiały mogą być nagrywane bezpośrednio na telefonie lub na pendrivie, którego możemy podłączyć bezpośrednio do Parrota. Gniazdo USB znajduje się bezpośrednio obok akumulatora.

Złącze USB nad obejmą akumulatora

Złącze USB nad obejmą akumulatora

A tutaj kolejny lot, tym razem nagrywany z zewnątrz. Wybaczcie formę filmiku, ale ciężko jednocześnie latać, filmować i pilnować kadru:

Stosunkowo duża przestrzeń pod domem okazała się zbyt ciasna do ciekawszych lotów. Najwyżej odważyłem się wznieść na wysokość 6 piętra. Mimo dużej odległości jakość przesyłanego obrazu, była bardzo dobra. Sterowanie Parrotem nie stanowiło również problemu. Jedynie podmuchy wiatru zmusiły mnie do obniżenia pułapu. Gdy Parrot był na wysokości 4 piętra wcisnąłem „przycisk lądowania”, a quadrocopter najzwyczajniej w świecie wylądował.

Jeszcze jedno, jeśli zastanawiacie się w jaki sposób tak szybko nauczyłem się robić Parrotem "fikołki" widoczne na powyższych filmikach, to zdradzę Wam tajemnicę. Tutaj również wyręczyła mnie elektronika zaimplementowana w quadrocoptera. Aby wykonać ten widowiskowy trik wystarczy... puknąć dwa razy w ekran - to cała tajemnica. Obrót robi się automatycznie, w ustawieniach możemy nawet wybrać, w której osi ma zostać wykonany.

Później wybrałem się kawałek za miasto, aby wzbić się wyżej. Efekt moich lotów możecie podziwiać poniżej. Filmu nie obrabiałem specjalnie, chciałem pokazać Wam surowy materiał, jaki otrzymujemy prosto z drona.

Nie uważam, że powinno latać się dronem tej wielkości po domu. Jednak dla formalności prezentuję też film z krótkich domowych testów:

Zbliżenie na Parrota w obudowie osłaniającej śmigła:

CIMG4049

Ogólne wrażenia

Nie obędzie się bez kilku uwag. W moim odczuciu brak dedykowanego kontrolera jest minusem. Aplikacje z ekranami dotykowymi sprawdzają się doskonale, gdy patrzy się na ekran. Jednak nie oszukujmy się, kontrolując drona najczęściej patrzymy bezpośrednio na niego. Wolałbym w takiej sytuacji palcami wyczuwać fizyczne joysticki. Rzadko, ale jednak zdarzało mi się, że dron nie reagował na moje komendy, jednak po szybkim zerknięciu na ekran telefonu okazywało się, że najzwyczajniej nie trafiałem palcami w odpowiednie strefy aplikacji. Na całe szczęście, w przypadku "puszczenia kontrolera" Parrot zawisa w powietrzu i czeka na komendy.

W tym momencie warto wspomnieć, że istnieje opcja sterowania akcelerometrem wbudowanym w telefon, jednak ta forma kierowania nie przypadła mi do gustu. Sterowanie "ręczne" było w moim wypadku dużo precyzyjniejsze.

Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że praktycznie nie korzystałem z opcji podgląd kamery na ekranie telefonu. Latając dronem nie miałem najzwyczajniej czasu i ochoty wpatrywać się w ekran telefonu. Nie wspominałem dużo o drugiej, dolnej kamerze, powiedzmy, że kamera po prostu jest. Jej nie najwyższa jakość sprawiała, że nie miałem ochoty nawet jej uruchamiać.

Parrot AR.Drone 2.0 jest produktem przeznaczonym dla wszystkich. W Internecie znaleźć można licznych fanów tej platformy, którzy wprowadzają do niej różnego typu modyfikacje. Dostępne są również dodatki takie jak np.: logger GPS. Problemem nie będzie również zdobycie części zapasowych. W przypadku awarii łatwo znajdziemy  instrukcje jak wymienić daną część.

Testowane urządzenie jest świetnym modelem, który daje dużo frajdy z latania i filmowania. Jak na sprzęt tej klasy stabilność lotu jest zaskakująco dobra. Oczywiście nie należy liczyć na osiągi podobne do dużych, modelarskich quadrocopterów z doczepionymi kamerami, to zupełnie inna klasa urządzeń.

Nie wspomniałem nic o czasie pracy na akumulatorach. Dlatego, że jest on... wystarczający. Zależnie od wersji akumulatora i sposobu latania waha się on zapewne w okolicy 10-20 minut. Niby mało, ale dla mnie była to wystarczająca ilość czasu, aby ze spokojem odłożyć Parrota i poczekać godzinkę na kolejny lot.

Według mnie Parrot AR.Drone 2.0 spełni wymagania każdego, kto od kupionego quadrocoptera oczekuje natychmiastowej gotowości do lotu oraz dobrej zabawy! Najtrudniej jest mi ocenić cenę, jak zawsze dla jednych będzie akceptowalna, a dla drugich zdecydowanie zbyt wysoka.

CIMG4029

drone, parrot, quadrocopter

Trwa ładowanie komentarzy...